Jacek Wasilewski

wasilewski jacek


[19.V.2015]

Kto kogo zadźgał palcem, co naprawdę oceniamy w debacie i z kim wygrał Komorowski


Internety grzmią od tego, że debatę wygrał Komorowski. Milllward Brown dla TVN mówi o deklaracjach telefonicznego poparcia 47 dla Komorowskiego do 44 dla Dudy. Czyli Komorowski odzyskał to, co miał wcześniej (widzowie zobaczyli, że żyje i grzmi). Odzyskał, co miał.

Ale oczywiście, ocena to kwestia przyjętych kryteriów. Jeśli chodzi o merytoryczne propozycje, wykraczające poza lament: „jest źle i tak być nie może”, to debata jest punktem dla Komorowskiego. Ale Komorowski wygrał tę debatę nie w sposób, który mógł wygrać, tylko w sposób: Tatulo w końcu podniósł się z kanapy i opieprzył młodego. A matka-naród bije brawo, bo cały czas powtarzała „czekaj no, powiem ojcu” i mało kto wierzył, że ów nie jest mumią. W takim razie, jak bez angażowania się w spór i niewrażeniowo ocenić debatę?

.

Zacznijmy od celów.

Cel 1:

Dla Dudy – utrzymać trend dyskredytacji Komorowskiego jako aroganckiego, odwróconego od realiów życia i od wyborców; nie wiedzącego, że w metrze trzeba zabrać bilet, jak się przechodzi przez bramkę. Pozycjonować się, jako osoba słuchająca – rozumiejąca wyborców i realizująca polski interes narodowy. Realizować to we wszystkich pytaniach i odpowiedziach. Resztę powinien za niego zrobić trend odpływu, z którym musiał zmagać się Komorowski. Taktyka – rozdzielanie interesu UE od interesu polskiego, pokazywanie siebie, jako będącego blisko ludzi (taktyka „ile kosztują jabłka”, u Tuska w 2007).

Dla Komorowskiego – cel podstawowy to pokazać, że wrażenie powielane w sieci błędów, nieudolności i potknięć nie ma nic wspólnego z kandydatem. Zatrzymać odpływ swoich własnych wyborców. Obudzić uśpione strachy i powiedzieć tym, co nie chcą iść na wybory: jak nie ja, to PiS przyjdzie.

Obaj kandydaci swoje podstawowe cele zrealizowali – Komorowski trafił do klasy średniej merytoryką, odbijaniem piłeczki, mówieniem bez ospałości oraz tym, że zamiast szogunować czy kryć się po pałacach – dołożył. Duda nie pokazał merytoryki, ale zarysował wartości – dziedzictwo, naród itp.

Cel 2:

Dla Dudy: zaanonsować się wobec rozczarowanego ex-elektoratu lewicującego PO. Okazać troskę i nadzieję, że on jest zmianą.

Dla Komorowskiego: zarysować wspólnotę wartości, sprawić, by zwłaszcza młodsi wyborcy zrozumieli stawkę, dla której warto wyjść z domu. Podnieść frekwencję i powiedzieć coś do Polski wschodniej.

.

Kluczowe pytania

Jakie więc zastosować kryteria do oceny tych celów, żeby ocena nie była naiwnym komentarzem walki bokserskiej? Można to zrobić zadając parę kluczowych pytań:

1. Czego się spodziewaliśmy? Czy oczekiwania wobec Komorowskiego był wysokie czy niskie? Czy nasza ocena nie jest umieszczona w kontekście obaw lub faworyzowania któregoś kandydata, lecz obiektywna?

Uważam, że oczekiwania wobec Komorowskiego były dużo niższe i jego ocena jest w dużej mierze odetchnięciem z ulgą. Aczkolwiek daleko tu jeszcze do równego standardu, np. mówienie o Gowinie i reformie sądów świadczy wprost o rozwodzie z logiką.

..

2. Czy warto wyjść z domu? Czy została ustalona zrozumiała stawka tych wyborów: o czym są te wybory? Czy o zmianie, kontynuacji, wolności, słuchaniu ludzi itp. – wolność vs nadzieja na zmiany?

Dopiero na samym końcu Komorowski powiedział, jaką widzi oś podziału. Szkoda, bo gdyby ustalił to na początku, każda wypowiedź mogłaby zawierać ostrzeżenie z tym związane. Przypinanie Dudy do PiS było niewykorzystane w tym sensie, że Komorowski założył, że wszyscy wiedzą i pamiętają. Wyobraźmy sobie, że na samym początku Komorowski mówi, o co walczy, na czym mu zależy – i ta linia pojawia się w każdej wypowiedzi. Że na samym początku Komorowski mówi, czego będzie próbował Duda (to była strategia od początku kampanii) i żeby wyborcy nie dali się tym zmylić, że on pokaże, jak Duda zmieniał poglądy co wybory i że każdy kto ma telefon zaraz będzie mógł to sprawdzić.

Można to było zrobić na samym początku, ujmując w nawias tricków pytania Dudy. Nic takiego się nie stało. To Duda na początku powiedział, że Komorowski unikał spotkań, że nie obchodzą go obywatele i ich petycje, że nie przyjął Kukiza.

Dla Dudy stawka jest prosta: szansa na zmianę, która ma rezonować z emocjami wyborców. To co, że w obecnym systemie kobiety są ponad 20 lat na emeryturze i że Polacy żyją dłużej? Perspektywa Dudy, że „nie chcemy pracować aż do śmierci” dla klasy nie-średniej jest prawdziwa emocjonalnie. Gdyby Komorowski powiedział -rzućmy na rybkę-, że „musi uratować kobiety i mężczyzn przed głodowymi emeryturami, że nie pozwoli na biedę i na zagrożenie wypłat. I dlatego podniesiono wiek emerytalny, że Polak ma prawo do godnej emerytury, a Duda chce Polaków zostawić na poziomie Białorusi”, to byłby ratownikiem Polaków. A jakby jeszcze dodał, że „nie możemy zostawić dzieci z taką bombą zegarową…” Wiadomo, że system ten musiał być zreformowany i postulat Dudy jest populistyczny. Jednak stwierdzenie, że Polacy żyją dłużej i dlatego wiek emerytalny musi być później jest sprzeczne z prawdziwą emocją, że „należy się”.

Wg sondażu MB wygrał 41:35 Komorowski. Ale 24 % nie wiedziało kto wygrał. To znaczy, że cel minimum: zatrzymać spadek, bo PiS przyjdzie, został zrealizowany. Wizji brak.

..

3. Czy język był zrozumiały? Czy w odpowiedziach bądź pytaniach kontekst zarysowano na tyle, by można go było zrozumieć bez uprzedniego czytania gazet/portali? Zwłaszcza dla Polskich Wschodniej?

Jak się okazało w komentarzach do debaty, dla nie-prawicowego elektoratu kluczowe okazuje się blokowanie etatu na uczelni przez Dudę. Jest to potwierdzenie własnej istniejącej niechęci i, w kwestii potencjału przekonywania, o niczym nie świadczy. Lepiej przyjrzeć się temu, jaki procent wypowiedzi, chwalonego w pierwszej rundzie za merytorykę Komorowskiego, był zrozumiały dla przeciętnego wyborcy? Czy jest on w stanie stwierdzić, co proponuje Komorowski?

Z punktu widzenia zrozumiałości tekstu odbiorca z wykształceniem poniżej licencjatu miał problemy. Dla niego argumenty związane z etosem rodzinnym Dudy mogły liczyć się bardziej.

Komorowski tworzył argumenty, ale nie wyciągał z nich konkluzji bezpośrednio przekładających się na życie ludzi. Np. podnosząc kwestię ograniczeń gazów cieplarnianych, powiedział o zabójstwie górnictwa, ale nie o tym, ilu ludzi mogło stracić pracę. Takie różnice w pokazywaniu perspektywy były znaczące dla zrozumienia komunikacji Komorowskiego w klasach pracujących. Samo Śląsk słucha nie wystarczy. Jego konkluzje pozostawały na poziomie instytucjonalnym, co w sferze wartości nie tyczyło się troski o obywateli, czyli tego słabego podbrzusza kandydata.

Większość odpowiedzi zaczynała się skomplikowanymi zdaniami, a dopiero w połowie zaczynała się realna treść. Procesy, mechanizmy itp. Słowa trzeba było jeszcze jednym pchnięciem sprowadzić na poziom życia ludzi. Taki był podstawowy problem obecnego prezydenta. Natomiast Duda nie miał przesłanek merytorycznych, tylko postulaty (trzeba, należy, prezydent powinien), ale przekładał je na życie ludzi.

.

.4. Czy kandydaci obronili swoje wartości – zgoda, bezpieczeństwo i obrona zwykłego człowieka? Czy też pozwolili sobie na ich podważenie i utratę wiarygodności?

W tym wypadku reprezentant Zgody okazał się nieco napastliwy. W metaforze pojedynku Komorowski mógł zadać Dudzie ciosy, jego wyborcy mogli się cieszyć ze zmiażdżenia, dołożenia itd., ale z punktu widzenia wartości zgody trudno stwierdzić, że Komorowski dowiózł ją na koniec.

Wyobrażam sobie, że Komorowski pokazuje, co udało mu się zrobić z PiS, albo ze wszystkimi oprócz PiS. Jakie kwestie przewalczył wspólnie. Co to znaczy zgoda. W tym kontekście zaproszenie do Rady Bezpieczeństwa nie jest osiągnięciem.

.,
Metafora pojedynku – batalii, bitwy, zwycięstwa – powodowała dążenie do dyskredytacji i przyjmowanie przez zwolenników kandydatów tego typu zachowania za normalne. Zdyskredytowanie Dudy nie przekłada się na głosy dla Komorowskiego. Natomiast mobilizacja związana z bezpieczeństwem prywatności, wartości – już bardziej. Dlatego argument z więzieniem był dobry. Choć lepiej gdyby był skierowany do ludzi, tylko przeciw Dudzie (pan chce wsadzać ludzi do więzień!), co jest utratą potencjału wizji na rzecz potencji zagrożenia.

Samo podawanie liczb – nie 4, a 8 miliardów, wydawane miliony na służbę zdrowia – ma się nijak do doświadczenia człowieka. Lepiej mówić, ile średnio krócej czekamy na policję, ile operacji więcej udało nam się zrobić, ilu ludzi zostało uratowanych. Zamiast rzucać abstrakcyjne liczby, a następnie mówiąc o miejscach pracy utrzymywać, że kasę na to da UE. Gdzie tu sprawczość? To albo prezydent, albo UE, albo rząd.

;

.5. Prezydent jako symbol odnosi się do Polski jako wartości i wspólnoty. Zadajmy zatem pytanie: jaką zbudowano, w odpowiedziach i pytaniach, relację do różnych symboli Polski? Do narodu, flagi, historii, dziedzictwa, szacunku dla poświęcenia? Jak została wyłożona oraz w jaki sposób ustawili się kandydaci: jako Polacy wobec narodu w Ojczyźnie, czy jako obywatele wobec społeczeństwa w państwie?

Komorowski raz mówił o więzieniu za Polskę w PRL (poświęcenie), by zaraz potem wpaść w pułapkę, że to on skorzystał na przemianach (nierówność) i chce, żeby skorzystali inni (dlaczego dopiero teraz? kasta uprzywilejowanych).

W jaki sposób zbudował wspólnotę z flagą, tradycją, z długimi nocnymi rodaków rozmowami? Założył, że wspólnota jest oczywista. Prawica w swoim moralnym wachlarzu oprócz wolności ceni bardziej troskę o swoich (Duda: interes Polski), krzywdy (Duda: pracownicy i związkowcy, emeryci), poważa również kwestie autorytetu (JPII, Lech K.) oraz świętości/skalania (naród, oskarżenia wobec świętego polskiego narodu).

Wypowiedzi Dudy miały pokazać, że Komorowski nie wzdraga się przed skalaniem polskości. Dlatego oprócz bycia światłym obywatelem Komorowski mógł zbudować lepszy związek z Polską jako wartością, a nie tylko z wolnością, za którą „siedział w więzieniu”. Duda podkładał mu się raz po raz, ale Komorowski pudłował – np. w polityce zagranicznej nie wytknął od razu Dudzie, że chce pogorszyć los rolników.

W kwestii autorytetu – Duda rytualnie okazywał szacunek prezydenturze i wprost powołał się na autorytet Kaczyńskiego. Komorowski mówił o My, w jakiejś wspólnocie, która dopiero została zdefiniowana na końcu, jako wspólnota postępu i wolności wobec zaprzaństwa i zamordyzmu.

..

6. Czy kandydaci byli otwarci na innych czy też zirytowani i napastliwi?

Pytanie jest proste: kto w swojej postawie ciała chciał rozmawiać, a kto grzmiał i pouczał? Komorowski tylko raz był autorytetem, który pokazuje doświadczenie: kiedy mówił o wyleczeniu się z radykalizmu. Wtedy był też pobłażliwy i dobrotliwy. Tylko wtedy. Zobaczcie debatę i obserwujcie wskazujący palec Komorowskiego. Gdyby to był sztylet, Duda byłby dziś sitem.

..

7. Czy widać było w wypowiedziach kandydatów misję i szczerą ideę, czy też mieliśmy wrażenie nieodpowiadania na pytanie i wyuczonego, kartkowego tekstu?

Szczerość u Komorowskiego przejawiła się w polemice i pytaniach: Kim pan naprawdę jest , Panie Duda? Podkreślanie wiceministrowania u boku Ziobry było szczere, ale przez cała debatę Komorowski nie pokazywał się jako obrońca praworządności. Pokazywał się najpierw jako urzędujący ekspert od polityki zagranicznej, a potem zdenerwowany weteran walk styropianowych. Dopiero pod koniec mogliśmy zauważyć, że wcześniej mówił do kontrkandydata, a na końcu do ludzi.

Ale ten koniec był odczytany z kartki. Czy było to jego słowa?

Duda natomiast był poukładany niczym robot. Jego krojenie rękami i powtarzające się natarczywie koszyczkowanie, było nawet oddzielone od toku wypowiadanych słów. Zauważmy, jak często mrugał oczami. Komorowski, gdyby chciał, mógłby kazać mu obiecać i przyrzec, że więcej nie będzie jak prawnik robił takich opinii jak wtedy i nie będzie narażał na szwank członków spółdzielczych kas. Wymuszenie takiego przyrzeczenia to byłby cios, bo co by Duda nie zrobił, byłoby źle. A tak, padło oskarżenie i po Dudzie spłynęło.

.

.8. Last but not least – PIS zakończył rządy w 2007 roku. Dzisiejsi 18 latkowie mieli wtedy 10 lat. Czy strategia WY, odwołująca się do strasznych czasów da radę podziałać na wyobraźnię na tyle, by brak pracy był mniej ważny niż brak wolności?

Komorowski zrobił strategicznie to, co mógł – czyli zmobilizował chwiejny elektorat, dla którego Duda jest negatywnym punktem odniesienia. Dla niepamiętających tamtych czasów lepiej chyba byłoby doprowadzać argumenty do unaocznienia konsekwencji, niż samo etykietowanie.

W końcowej mowie był rozdział świata na światło i mrok. Lecz każdy argument Komorowskiego mógłby kończyć się konkluzją związaną z tym, od czego możemy uchronić się w życiu na co dzień. Co naprawdę znaczy bezpieczeństwo.

Jaką zatem korzyść uzyskali młodzi ludzie? Taką, że nagle po pierwszej turze znalazło się 100 tys. miejsc pracy. A co przez 5 lat? W takim wypadku trzeba pokazać, że  się nad tym wcześniej pracowało  i teraz dopiero będą owoce. Byłoby to wówczas wiarygodne. Teraz to obietnica jak reszta sprzed 5 lat. Lepiej pokazać, co zdziałał: z kim, co w Europie załatwił, co pootwierał, czemu zapobiegł na arenie międzynarodowej.

.

Podsumowując:

Ci, którzy marzyli, żeby wygrał Komorowski mogą mieć satysfakcję. Ci, którzy byli niezdecydowani: głosować na Komorowskiego czy w ogóle, mogli się przekonać. Ci, którzy głosowali na kogoś innego pójdą do Dudy. Ci, którzy zastanawiali się, czy pozostać w domu, muszą obejrzeć drugą debatę. Ci, którzy głosowali na Kukiza i innych, nie zauważyli u Komorowskiego współpracy, świeżości i zrozumienia. Komorowski wygrał ze sobą.

.


[16.IV.2015].[

Komorowskie może wygrać w pierwszej turze


Bronisław Komorowski miał dość duże poparcie inercyjne (na bezrybiu i rak ryba), gdy Duda zaczął mu niczym sęp wyszarpywać głosy. Powstało wrażenie wśród wielu osób (te niemal 10 %, które stracił), że prezydent nie jest wydolny jako prezydent. Argumentem były tu gafy, nieudolność w mediach społecznościach, nieortograficzność itd. Prezydent jest w dużej mierze symbolem, więc do zabrudzonej flagi raczej tych, których stracił, już nie przekona. Skąd może zatem czerpać?

Strategia Dudy opiera się na wyszarpywaniu wątroby i polaryzacji sceny politycznej – że Duda to jedyny przeciwnik, że młody vs stary, że to wybór nieskompromitowany. Strategia Komorowskiego, żeby było rodzinnie, bezpiecznie i dialogowo, powoduje, że trudno zmobilizować najważniejszą część elektoratu – elektorat strachu. Do tej pory PO wygrywało strachem. Nie tym, przecież że dotrzymało obietnice, jak 3×15 albo innymi pomysłami, które się rzuca będąc opozycją.

Na razie jest tak, że Komorowski może niedobry, ale przecież Duda niestraszny. Jedyne co straszne, to Rosja, i tu na razie Komorowski wygrywa swoją wiarygodność długoletnim przecieraniem się po korytarzach MON w randze ministra i wice. Na tym tle pracuje jego strategia wizualna poklepywani się z Obamą i kolegami prezydentami z Europy.

Ale nie wygoni z  domu ludzi, których widać teraz w słupku trudno powiedzieć. Tymczasem zaczęło bić źródełko. To wyborcy SLD. Te 8 procent Ogórek, które gdzieś stopniało i które zeszło do ciemnicy, można wydobyć. Takie ruchy jak konwencja antyprzemocowa i  in vitro pokazują, że Komorowski sięga do tej grupy – jego poparcie wzrosło o 1 %,  ale bez strachu o lewicowy styl życia trudno będzie zmobilizować zawiedzionych i rozczarowanych lewicowców obyczajowych.

Ci niezadowoleni, którzy są w ogóle zmęczeni walką PiSu z PO i pragną nowego otwarcia, upatrują nadzieję w Kukizie – i tu Dudzie 3 % odpłynęło, choć w drugiej turze przypłynie z powrotem.

Gdyby Komorowski stał się gwarantem obyczajowym i gwarantem stylu życia (wąsów już nie ma, nie ma też strzelby), może nawet wygrać w pierwszej turze. Powiedzmy, że utrzyma 46% i przekona te 5 % tych, którzy zniechęceni do Ogórek znaleźli się w grupie trudno powiedzieć oraz nie wiem, czy pójdę na wybory. W poprzedniej batalii Jarosław Kaczyński grał Gierkiem i gdyby kampania potrwała jeszcze dwa tygodnie, mógłby wygrać.

Nie ma dziś wiarygodnego kandydata lewicowego. Komorowski jest więc w stanie zebrać wśród zniechęconej lewicy te 4 % i wygrać pierwszej turze. I to wcale nie będzie trudne, jeśli ukaże się jako opiekun tych obywateli, których bierze w obronę konwencja, a nie tylko jako urzędnik, który dopuszcza ustawę, bo nie znalazł żadnej niezgodności z konstytucją.

.


[24.II.2015]

Kandydaci na prezydenta, czyli o kim mówi internet


Przyjrzyjmy się bliżej plamkom medialnej sympatii, która skapnęła tu i ówdzie na kandydatów na prezydenta. Najbardziej pozytywnie wypadł Andrzej Duda – wśród wpisów w sieci go dotyczących aż 13% to wpisy pozytywne. Po nim plasuje się Korwin-Mikke (11,2%) i Marian Kowalski (10%) – z Ruchu Narodowego, kulturysta i ochroniarz. W przypadku tego ostatniego to nawet zrozumiałe, przy wypowiedziach typu:  „Myślę, że jestem w formie. Myślę, że pozostali kandydaci na prezydenta mieliby duże kłopoty w jakiejkolwiek dyscyplinie sportowej, w której musielibyśmy się zmierzyć, łącznie z warcabami”.

Lider krytyki – Bronisław  Komorowski – jako wróg wszystkich innych kandydatów, osiągnął poziom 23 % negatywnego wydźwięku (w ogólnej liczbie 11,5 tys. tekstów).  Na drugim miejscu plasuje się pani Ogórek – z jedną piątą negatywnych publikacji, przed Dudą, Palikotem, Korwinem itd. Patrząc z punktu widzenia możliwości medialnych i jej potencjału, miałaby ona wszelkie szanse zaskarbić sobie sympatię wielu środowisk. 9 % całości badanych wpisów internetowych dotyczy właśnie jej, jednak do tej pory z nikim nie weszła w starcie. A właśnie starcie jest kluczowe dla opowieści o kandydacie.

Jeśli przyjrzeć się sumom wpisów, to ścierającego się z definicji z Komorowskim Dudę opisuje 9,5 tys. publikacji (27%), a walczącego z całym światem Korwina – 6 tys. (17 % wszystkich).

Ogórek jest jedyną kobietą, fotogeniczną, z doktoratem – a jednak brak jakiejkolwiek narracji o tym, kto wróg, a kto przyjaciel. Oprócz pomagania biednym i odbierania telefonów od Putina, brak narracji, co konkretnie trzeba zrobić. Jej niby atak na Komorowskiego dotyczy tego, że odwraca się plecami do rolników. Na razie  Leszek Miller nosi ją w pudełku – i nie wiemy, co wyskoczy. Wydaje się, że Ogórek komunikuje się polityczne bardziej poprzez miejsca wystąpień (Ożarów), ale nie przez same wystąpienia. Wkrótce zobaczymy, czy te wybory, w cieniu działań na Ukrainie, są o męskim silnym ramieniu, czy o zatroskaniu pokoleniem umów śmieciowych. Jak na razie silne ramię ma tylko lubelski Marian. Reszta z balonikami w tle jest wyjęta z pudełka płatków owsianych.  Niby nie daje powodów, żeby ich nie lubić. A jednak.

prezydenci5zmproc

Z drugiej strony – jeśli o kimś w polskiej sieci negatywnie się pisze, to znaczy, że ważny. O najważniejszych politykach – premierze i liderze opozycji w pierwszej połowie lutego pisało się w mediach raczej źle. Wśród tekstów dotyczących Ewy Kopacz i Jarosława Kaczyńskiego około 7 % ma wydźwięk pozytywny i niemal  jedna trzecia – wydźwięk negatywny. Im mniejszej rangi polityk, tym ta różnica mniejsza. Jest to jeszcze jeden dowód, że współczesne partie przypominają plemiona. Odrębne totemy, odrębne symbole, odrębne sposoby interpretacji historii. Łączy nas przeszłość, ale tylko ta sprzed wieku. Już XX wiek jest problematyczny w interpretacjach – zwłaszcza w interpretacjach tego, skąd wywodzi się przeciwnik polityczny.

wykresy_newspoint_5B

Można śmiało powiedzieć, że debata umarła i mamy klasyczny storytelling brandingowy – ofertę tożsamościową. A ta przecież niewiele ma wspólnego z rozwiązywaniem realnych problemów, wymagającym jakiejś zgody, co do celów nadrzędnych i wspólnych symboli (ostatnie zgodne głosowanie dotyczyło urlopów rodzicielskich).

Kiedy Andrzej Duda mówi o wieku emerytalnym, który chciałby jako prezydent ponownie obniżyć, jest to – niezależnie od braku kompetencji urzędu na który kandyduje – kwestia, która natychmiast się zmieni, gdyby rząd był w ręku PIS. Identyfikacja następuje poprzez krytykę, a nie własne plany, nie mówiąc już o możliwości realizacji jakichkolwiek planów.

Z drugiej strony wyrazistość realnych poglądów rozmywa się w przypadku Komorowskiego, który ma nagły przypływ wątpliwości w sprawie ratyfikacji konwencji przeciwdziałaniu przemocy. Chce pozostawać plamą Rorschacha dla połowy wyborców i dowieźć do wyborów wartości takie, jak rozwaga, rozsądek, stateczność. A zatem wybory są jak na razie o negatywnym tworzeniu tożsamości (“ja nie taki, jak tamci”) i rozmywaniu własnych poglądów (“jestem za, a nawet przeciw”).

.

Zobacz innych autorów  >>>

.