maliszewski2222
dr hab. Norbert Maliszewski
Ekspert ds. zachowań politycznych
Uniwersytet Warszawski

 

[7.V.2015]

Dostateczna z minusem – taką ocenę kampanii prezydenckiej wystawili badani w sondażu Ariadna dla tajnikipolityki. Mało było nowych, ważnych tematów, emocjonujących sporów. Chociaż badani  zarzucają miałkość kampanii, to jej przebieg był zaskakujący. Pierwszą rundę kampanii wygrał Andrzej Duda. Drugą zremisował z prezydentem Bronisławem Komorowskim. Ta faza miała charakter negatywny, więc w trzeciej rundzie wypłynął czarny koń wyborów – Paweł Kukiz. Źle wypadł podczas debaty telewizyjnej, wszedł w spór z Januszem Korwin-Mikkem. To mogło wyhamować rosnący trend wzrostów poparcia dla niego, ale czy na tyle, by zmienić układ wyników 10 maja?

Badani (w sondażu Ariadna) ocenili kampanię prezydencką na ocenę dostateczną (40 proc.). Liczna grupa respondentów postawiła jej ocenę mierną (26 proc.) lub niedostateczną (7 proc.). Rzadsze były oceny dobre (23 proc.) lub bardzo dobre (4 proc.). Jakie są powody tak słabych ocen?

Kampanię można podzielić na trzy rundy, podczas której badani wskazywali różne jej słabości.

W rundzie wstępnej negatywnym zaskoczeniem było to, że liderzy partii opozycyjnych (np. SLD, PiS) nie zdecydowali się wystartować przeciwko urzędującemu prezydentowi. Niewątpliwie decyzje te miały wpływ na poziom kampanii. Politycy bez dużego doświadczenia, w swoich przekazach często byli skazani na wygłaszanie ogólnych haseł, wypreparowanych z badań marketingowych. Zatem w kampanii pojawiło się dużo trafnych diagnoz problemów społecznych (np. emigracja ludzi młodych), ale mało realnych rozwiązań. Dominowały zaś kosztowne obietnice, bez pomysłu na ich finansowanie (np. cofnięcie reformy emerytalnej).

Runda wstępna – budowanie rozpoznawalności przez kandydatów

Bronisław Komorowski jako urzędujący prezydent cieszył się dużym zaufaniem. Na początku kampanii miał poparcie ponad 60 proc. Na prezydenta głosowali w sondażach nie tylko wyborcy z nim zidentyfikowani, ale także „miękki” elektorat. Tworzyły go osoby, którzy na ogół głosują na opozycję (np. PiS, SLD), ale kandydaci ich partii byli im nieznani. Jeśliby prezydent rozpoczął kampanię jako pierwszy, przejął inicjatywę, to wówczas ci kandydaci nie mieliby szans, aby się przebić. Otoczenie prezydenta zaś zostawiło im pole, reagowało tylko na pomysły (np. oskarżając Andrzeja Dudę o plagiat), popełniając wiele błędów.

Andrzej Duda narzucił narrację, iż jest on kandydatem zmiany, aktywnym w odróżnieniu od biernego, urzędującego prezydenta. Szybko zyskał rozpoznawalność wśród zwolenników PiS. Zaangażował prezydenta w kampanię porównawczą, co było sukcesem pretendenta.

Druga runda – kampania negatywna

Kampania porównawcza, która polega na budowaniu symbolicznych podziałów, choć skuteczna marketingowo, była źle oceniana przez wyborów.

Prezydent Bronisław Komorowski starał się przesunąć oś sporu na pozycje korzystne dla siebie, m.in. na temat bezpieczeństwa. Na takim sporze zyskałaby debata, gdyż dotyczyłaby podstawowych kwestii, zwłaszcza ze względu na wojnę, kryzys na Ukrainie. Temat kampanii szybko się jednak zmienił, a stała się nim afera. Andrzej Dudy rzekomo torpedował ustawę wprowadzającą nadzór KNF nad SKOKami. Sztab PiS odpowiedział oskarżeniami prezydenta.  W efekcie wzajemnych oskarżeń nie zyskali ci kandydaci, a gdy się dwóch bije, zyskuje trzeci. To wówczas w badaniach wizerunkowych zaczął zyskiwać Paweł Kukiz. Stał się on trybunem ludowym, głosem niezadowolenia.

Sztab PiS próbował uciec do przodu. Problemem Andrzeja Dudy stało się to, że straszenie euro, opowiedzenie się zdecydowanie przeciw in-vitro, problemy ze SKOKami, to wszystko spychało go w stereotyp kandydata PiS. Andrzej Duda nie tracił poparcia, gdyż ta linia współgrała z oczekiwaniami elektoratu PiS. Problem może się pojawić w drugiej turze. Taki wizerunek zniechęca centrowy elektorat, bez którego nie można wygrać.

Dla prezydenta negatywna kampania to podręcznikowy, gdyż lider traci miękki elektorat na partyjnej polaryzacji, sporach. Sondaże przyniosły dalsze spadki poparcia dla Bronisława Komorowskiego.

Trzecia runda – mobilizacja i wyborcy „ostatniej  chwili”

Słaba kampania Magdaleny Ogórek i niskie dla niej poparcie, zamknięcie się w elektoracie PiS Andrzeja Dudy, dawałoby szanse prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu na wygraną w I turze. Ten możliwy sukces oddalił się, gdy zaczął zyskiwać Paweł Kukiz. Wyborcy Kukiza niekoniecznie mają przekonanie, że ma szanse zwyciężyć. Wyrażają swój głos sprzeciwu, twierdzą np: „nie podoba nam się obecna kampania  i obecny sposób uprawiania polityki, nich coś się zmieni, zatem głosujemy na Kukiza”. Co więcej, Kukiz jest też postrzegany jako osoba, która bardzo dobrze rozumie potrzeby przeciętnego Kowalskiego.  Dobrze opowiada o jego problemach, wzbudza emocje i jest autentyczny. A to miało bezpośrednie przełożenie na sondaże, w których błyskawicznie zyskiwał.

Prezydent Komorowski próbował odrabiać straty, korzystając z dużej  aktywności w środkach masowego przekazu, wynikającej z funkcji, jaką wypełnia.  Pojawiał się w mediach w związku z uroczystościami 1 i 3 maja, a 4 maja był bardziej eksponowany z powodu pogrzebu Władysława Bartoszewskiego. Prezydent będzie też dominować w mediach podczas obchodów 70 rocznicy zakończenia II wojny światowej na Westerplatte.

W celu mobilizacji swoich wyborców sztab prezydenta wyemitował spot uderzający w Andrzeja Dudę, przypominający jego konserwatywną linię wobec metody in-vitro. Sztab PiS odpowiedział oskarżeniem prezydenta, iż chciał prywatyzować lasy. Kampania negatywna jest źle oceniana przez wyborców. Niemal połowa respondentów (badanie Ariadna) nie wskazała reklamy podczas kampanii, która by się im podobała. Odsetek niezbyt licznych, pozytywnych wskazań jest związany z poparciem kandydatów; lojalni wyborcy patrzę przez różowe okulary na poczynania swoich faworytów.

66d93df9c53b7520bdde5c2d9373a9a1

Ocena reklam wyborczych, fot. tajnikipolityki

Podczas kampanii negatywnej jeszcze bardziej zyskałby Paweł Kukiz. Momentem przełomowym mogła być środowa debata telewizyjna. Nie dość, że Paweł Kukiz słabiej wypadł niż oczekiwano od czarnego konia wyborów. Został zaatakowany przez Janusza Korwin-Mikkego, z którym miał współpracować. To niepowodzenie mogło wyhamować dynamiczne wzrosty Pawła Kukiza (9 proc. poparcia). Na końcówce kampanii, kiedy wyborcy podejmują decyzje, pojawia się w kontekście oskarżeń. Nie pełni wtedy roli trybuna ludowego.

Dogrywka

Pomimo pomyślnego  przebiegu zdarzeń dla Bronisława Komorowskiego w końcówce kampanii, raczej nie powinien on liczyć na wygraną w pierwszej turze. Natomiast prezydent pozostaje faworytem drugiej tury (w której będzie musiał uzyskać dodatkowo raczej niewielką liczbę głosów – około 5-8 proc.). Nawet jeśli przegrałby debatę telewizyjną z Andrzejem Dudą, to wpływ takiej klęski ogranicza się do kilku procent, gdyż dotyczy osób niezdecydowanych.

Drugim czynnikiem jest zachowanie elektoratu Pawła Kukiza.Ten raczej nie będzie w jasny sposób opowiadać się po stronie żadnego z kandydatów, a jeśli już, to będzie zniechęcać do głosowania na prezydenta Bronisława Komorowskiego. Efekt prawdopodobnie będzie taki, że duża część jego wyborców pozostanie w domu, część poprze Andrzeja Duda. Nie należy jednak zapominać, że miękki elektorat Komorowskiego, który stracił prezydent na rzecz Kukiza, może do niego wrócić. Suma sumarum te przepływy raczej nie muszą mieć decydującego wpływu.

Niektórzy twierdzą, że kampania w drugiej turze zaczyna się od nowa. Być może kandydaci wyciągną wnioski ze swoich błędów i zaskoczą nas bardziej merytoryczną, pasjonującą, lepiej ocenianą wyborczą walką?

Zobacz inne artykuły >>>

.