maliszewski2222
dr hab. Norbert Maliszewski
Ekspert ds. marketingu politycznego
Uniwersytet Warszawski

.

[24.I.2015]

Czy Twoim zdaniem polski rząd powinien stworzyć program, który zakładałby wykorzystanie środków publicznych do pomocy osobom posiadającym kredyt hipoteczny we franku? Takie pytanie zadano 1040 dorosłym Polakom, w ramach sondażu zrealizowanego przez panel badawczy Ariadna dla tajnikipolityki.pl. Większość badanych jest przeciwna takiemu programowi, co nie znaczy, że rząd powinien być w tej sytuacji bierny. Podczas wyborów parlamentarnych w październiku 2015 roku ogromne znaczenie będą miały czynniki ekonomiczne, zasobność portfeli/lodówek „frankowiczów”.

Połowa osób badanych (54 proc.) była przeciwna temu, aby polski rząd stworzył program, który zakładałby wykorzystanie środków publicznych do pomocy osobom posiadającym kredyt hipoteczny we franku. Co czwarty ankietowany (27 proc.) był zwolennikiem tego rozwiązania. Pozostali (19%) nie wyrazili swojej opinii.

chf

Niewielkie poparcie dla udzielania pomocy finansowej „frankowiczom”, kosztem pieniędzy publicznych, może wynikać stąd, iż Polacy oczekują podjęcia działań ze strony banków, udzielających kredytów we franku. Podobnie jak to miało miejsce w Stanach Zjednoczonych, w czasie kryzysu finansowego w 2009 roku, to „banki” w odbiorze społecznym są wskazywane jako winne problemów kredytobiorców. Pomimo tego, że przedstawiciele instytucji bankowych będą uważać te postawy za roszczeniowe, to jak ukazuje przykład Stanów Zjednoczonych, klienci instytucji finansowych dość powszechnie będą tracić do nich zaufanie. Działania banków (przynajmniej uwzględnienia ujemnej stopy procentowej) spodziewać się należy też z czysto merkantylnych powodów – lepszy klient banku spłacający raty niż bankrut (jak to wyraziła jedna z osób badanych: „frankowicze to dojne krowy, a ich się nie zażyna”).

Rząd PO-PSL nie może być bierny w sytuacji problemów „frankowiczów” z tego powodu, iż najwyższy odsetek osób zadłużonych we franku, to jego zwolennicy. Wpływ złej sytuacji kredytobiorców we franku ma konsekwencje dla bieżących ocen, ale też i jest mechanizm długofalowy, bardziej niebezpieczny dla PO.

Bieżący wpływ to ocena, na ile pomocne są działania rządu w zaradzeniu tej trudnej sytuacji. Chodzi zarówno o nacisk na instytucje finansowe, aby podjęły działania kryzysowe (np. jak w Chorwacji, gdzie ustalono sztywny kurs franka sprzed gwałtownej zmiany kursu tej waluty), jak i pomoc z użyciem środków publicznych (przykład Węgier).

Wpływ długofalowy to kwestia zasobności portfela (lodówki) „frankowiczów” i głosowania na partie rządzące. Wpływ przysłowiowej „zasobności lodówki” na zachowania wyborcze badał amerykański politolog Gregory Markus. Z analizy rezultatów wyborów wynika, że elektorat nagradza rządzących za czas prosperity ponownym głosowaniem, a karze za gospodarcze kryzysy. Model głosowania „lodówkowego” na tyle dobrze pozwalał przewidywać wyniki wyborów, że Markus uznał zabiegi wizerunkowe za zbędną obsesję polityków.

Model głosowania „lodówkowego” sprawdzał się w dojrzałych demokracjach, ale nie zawsze w Polsce. W 2005 roku panowała prosperity, więc SLD wedle paradygmatu lodówkowego powinien zostać nagrodzony dużym poparciem społecznym. Afera Rywina pogrążyła jednak tę partię. Zasobność lodówki miała owszem znaczenie, ale w przypadku rozgrywki pomiędzy PO i PiS. W pamiętnej reklamie PiS – półki, które rzekomo miały opustoszeć za przyszłych rządów PO, być może miały większy wpływ na rezultat wyborów niż historia o dziadku Tuska z Wehrmachtu.

Model portfelowy nie w pełni sprawdził się w Polsce, gdyż zgodnie z badaniami amerykańskiego politologa Murraya Edelmana to politycy muszą przekonać wyborców, że to im zawdzięczają pełną lodówkę. Nie potrafili robić tego rządzący – ani SLD, ani PiS. Wyjątkiem może być Platforma i premier Donald Tusk, który przekonywał, iż Polska jest „zieloną wyspą” na morzu państw pogrążonych w kryzysie. W 2011 roku wygrał z Jarosławem Kaczyńskim kampanie wyborczą, przekonując, iż będzie lepszym premierem na trudne „ekonomicznie” czasy.

Jeśli przysłowiowe lodówki, portfele „frankowiczów” opustoszeją, to zgodnie z przewidywaniami Markusa, nie będą oni skłonni głosować na partie rządzącą. Nie znaczy to też, że automatycznie zagłosują na którąś z partii opozycyjnych. Te, w oczach wyborców PO, mają nikłą kompetencję w rozwiązywaniu ich problemów. Niemniej jednak, ci franowicze, którym „żyje się gorzej”, mogą podczas wyborów pozostać w domu, o czym doskonale powinna wiedzieć partia rządząca.

 

Pomiar został przeprowadzony w dniach 16 – 20 stycznia 2015 roku metodą CAWI na ogólnopolskiej próbie Polaków liczącej N=1041 osób dobranych z panelu Ariadna. Próba losowo-kwotowa. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji Polaków w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku, wykształcenia i wielkości miejscowości zamieszkania.

Zobacz inne artykuły