maliszewski2222

dr hab. Norbert Maliszewski
Ekspert ds. marketingu politycznego
Uniwersytet Warszawski

.

[29.I.2015]

Czy awaryjna pigułka antykoncepcyjna „dzień po” powinna być w Polsce dostępna bez recepty? Czy  Polska powinna ratyfikować Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej? Takie pytania zadano 1041 dorosłym Polakom, w ramach sondażu zrealizowanego przez panel badawczy Ariadna dla tajnikipolityki.pl. Wprowadzenie przez rząd PO-PSL możliwości zakupu pigułki „dzień po” bez recepty, a także zapowiedź ratyfikacji konwencji „anty – przemocowej” może być elementem nowego, bardziej postępowego otwarcia PO, zapowiadanego przez Ewę Kopacz. Premier, podobnie jak Donald Tusk zimą 2011 roku, przeżywa kryzys w roku wyborczym, szukając pomysłu dla PO. Czy ma być nim liberalna zmiana?

Komisja Europejskiej zezwoliła na sprzedaż bez recepty EllaOne (środka  tzw. antykoncepcji awaryjnej, „dzień po”)  w krajach UE, pozostawiającym możliwość wprowadzenie własnej regulacji. Czy Twoim zdaniem awaryjna pigułka antykoncepcyjna „dzień po” powinna być w Polsce dostępna bez recepty dla osób w wieku powyżej 15 lat? Pozytywnie na to pytanie odpowiedziało aż 64 proc. badanych, a przeciw było 21 proc. respondentów.

Polska powinna ratyfikować „Konwencję o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej” zdaniem 75 proc. badanych, a przeciw było 6 proc. spośród nich. Z pewnością duża cześć badanych nie była świadoma, czego dotyczy Konwencja i sugerowała się tylko nazwą; odpowiadała zgodnie z normą politycznej poprawności. Niemniej jednak to zaskakująco szeroka akceptacja dla ratyfikacji Konwencji.

Przez lata PO unikała podejmowania decyzji dotyczących problemów społecznych, powiązanych z dylematami światopoglądowymi. Czy partia rządząca stara się być bardziej liberalna w roku wyborczym (także w sferze gospodarczej, co nie udało się w praktyce zastosować w przypadku Kompanii Węglowej)? Czy to ma być nowe, bardziej postępowe otwarcie PO, zapowiadane przez premier Ewę Kopacz? Czy to dobry pomysł?

Próbując odpowiedzieć na te pytania warto powrócić do kryzysu zimowego PO z 2011 roku. To był rok wyborczy. PO traciła społeczne poparcie. Komentatorzy zastanawiali się, jakie cele sobie stawia ta partia, poza utrzymywaniem władzy. Toczył się w jej ramach silny spór wewnętrzny, mówiono o potrzebie zmiany lidera, czyli Donalda Tuska. W pewnej mierze był to kryzys analogiczny do obecnego, który przeżywa PO/rząd pod przywództwem Ewy Kopacz.

Warto bardzo krótko przypomnieć najważniejsze rozwiązania strategiczne, które przezwyciężyły kryzys tej partii i dały zwycięstwo PO w 2011 roku (i porównać je z ewentualnym pomysłem premier Ewy Kopacz na liberalne otwarcie):

– spór wewnętrzny był rozgrywany poprzez huśtawki ideologiczne, więc PO przyjęła formułę „partii szerokiego centrum, w odróżnieniu od ugrupowań opozycyjnych, skrajnych ideologicznie”; pragmatyzm Donalda Tuska wpisywał się w oczekiwania większości społeczeństwa, stopniowej modernizacji (lepszy premier na czas europejskiego kryzysu ekonomicznego niż – zgodnie z narracją PO – Jarosław Kaczyński);

– PO po czterech latach rządzenia była oceniana jako ta, która nie spełniała obietnic wyborczych, a zimowy przekaz a la „późny Gierek”, który temu przeczył, uderzał w społeczna próżnię; zmieniono więc go na narrację o „Polsce w budowie”, a więc stopniową zmianę;

– PO była postrzegana jako partia, która się zużyła, a zyskiwała na tym opozycja, zwłaszcza SLD, więc, aby temu zaprzeczyć, pokazać świeżą krew, Donald Tusk przekonał dobrze wówczas postrzeganego Bartosza Arłukowicza, do zmiany barw;

– Donald Tusk był źle postrzegany, a jego problemem był tzw. „dystans władzy”, więc już na wiosnę debatował w studiu telewizyjnym z celebrytami, którzy się na nim zawiedli, a w czasie kampanii wsiadł do tzw. Tuskobusa i spotykał się z przeciętnymi Kowalskimi.

Po pierwsze, rozwiązania premiera Donalda Tuska było bardziej kompleksowe niż premier Ewy Kopacz. Być może, nie znamy jeszcze tego projektu, jest w fazie opracowywania. Z pewnością trudno uznać za skuteczne to, co zostało zaprezentowane do tej pory.

Po drugie, wydaje się, że premier Ewa Kopacz neguje strategię Donalda Tuska, która była skuteczna. Premier Ewa Kopacz przekonywała w wywiadzie dla tygodnika Polityka, iż dłużej nie chce, aby PO była wyłącznie partią władzy, „ciepłej wody w kranie”. Tak w krytyczny sposób określa się „pragmatyczny” projekt Donalda Tuska – owego „szerokiego centrum”. Czy wobec tego PO powinna stać się reformatorską, liberalną partią?

Liberalizm klasyczny cieszy się w Polsce małym poparciem, więc w roku wyborczym taki zwrot byłby dla PO nieskuteczny. PO jako partia, która chciałaby osiągnąć sukces wyborczy, musi pozostać partią szerokiego centrum. Według autodeklaracji lewica stanowi 16 proc. osób głosujących; dla porównania centrum 31 proc., prawica 30 proc., a ideologiczni 23 proc. Zatem PO opłaca się pozostać w centrum i przekonywać do siebie umiarkowaną lewicę i prawicę.

Premier Ewa Kopacz, w sytuacji zużycia się partii władzy, musi zaprezentować nowe polityczne cele. Nie może być to prosta kontynuacja. Wydaje się, że rozwiązanie jest takie, iż PO może pozostawać partią centrum, zaś ideologią środka jest tzw. „współczesny liberalizm”. W odróżnieniu od klasycznej wersji, to m.in. zaangażowanie państwa w zarządzanie gospodarką, a także kompromisy w sferze problemów społecznych, związanych z dylematami światopoglądowymi.

Przez lata rządy PO-PSL nie rozwiązały kwestii związków partnerskich, nie uregulowały ustawowo kwestii in-vitro. Działo się tak, pomimo, że coraz więcej Polaków miała liberalne poglądy. To szerokie centrum, elektorat PO, stawało się coraz bardziej postępowe.

Taką stopniową, liberalną zmianę ukazuje badania TNS Polska „Dokąd zmierza świat”, realizowane w 2003, 2007 i 2013 roku. Na przykład, w 2003 r. związki partnerskie (w badaniu określane jako konkubinat) były uważane za zasadniczo dobre przez 43 proc. respondentów, a w 2012 podobny pogląd podzielało już 51 proc. badanych.

To stopniowa zmiana poglądów i nie dotyczy wszystkich problemów. Małżeństwa osób homoseksualnych były akceptowane w 2013 roku przez 16 proc badanych, a dziesięć lat wcześniej przez 8 proc. osób. To nie jest liberalna rewolucja. Dotyczy ona głównie osób młodych, lepiej wykształconych. Na przykład 72 proc. badanych po studiach akceptuje użycie środków antykoncepcyjnych, zaś z wykształceniem podstawowym 59 proc.

To liberalne przesunięcie obejmuje głównie sympatyków PO. Na przykład 76 proc. zwolenników PO uważa za dobre stosowanie antykoncepcji, a dla porównania podobny pogląd ma 54 proc. zwolenników PiS. Jedynie jedna piąta zwolenników PiS jest za przerywaniem ciąży, zaś aborcję akceptuje 62 proc. sympatyków PO.

Podsumowując, premier Ewa Kopacz może rozwiązać część problemów społecznych, odkładanych ze względu na spory światopoglądowe. Nie może to być jednak liberalna zmiana, w klasycznym rozumieniu tego pojęcia, ale we współczesnej odsłonie (bardziej kompromisowej, dostosowanej do tempa zmian postaw Polaków). Premier Ewa Kopacz doświadcza podobnego kryzysu co Donald Tusk w 2011 roku i tak jak on musi na nowo określić, jakie są cele polityczne PO. Potrzebne jest jej nowe otwarcie, dużo szersze, kompleksowe niż zapowiedź zerwania z końcem „ciepłej wody w kranie”.

Pomiar został przeprowadzony w dniach 16 – 20 stycznia 2015 roku metodą CAWI na ogólnopolskiej próbie Polaków liczącej N=1041 osób dobranych z panelu Ariadna. Próba losowo-kwotowa. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji Polaków w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku, wykształcenia i wielkości miejscowości zamieszkania.

Zobacz inne artykuły >>>

.

One Response to “Sondaż: czy pigułka „dzień po” powinna być bez recepty. Liberalne otwarcie PO?”




  1. Natalia

    Ludzie ta tabletka to środek który prowadzi do wydalenia zarodka ludzkiego z ustroju matki i jego śmierć.Nie potrafię zrozumieć takiego braku wrażliwości na życie dziecka poczętego – WŁASNEGO DZIECKA KTÓRE JUŻ JEST W TOBIE KOBIETO !!!
    Jest stosowany przeciwko poczętemu dziecku i blokuje mu możliwość dalszego rozwoju i powoduje bardzo wczesne poronienie. Jestem młodą matką trójki dzieci i kiedy zaszłam w ciąże też miałam obawy czy to dobrze, czy sobie poradzę. Teraz patrząc i tuląc swoje dzieci jestem szczęśliwa i wdzięczna Bogu za ich życie. Nie róbcie czegoś czego będziecie żałować !!!