zdjecie_blog_5
dr Wojciech Jabłoński
Ekspert w dziedzinie
public relations i komunikacji
politycznej
Uniwersytet Warszawski

.

[30.IV.2015]

Najlepszy podręcznik marketingu politycznego? Oczywiście – Biblia. By rzecz zawęzić do grona osób rzadko sięgających po jakiekolwiek publikacje (politycy, jak wiemy, do oczytanych nie należą), pozostańmy przy Nowym Testamencie. I nie chodzi nam jedynie o godną polecenia, polityczną karierę chrześcijaństwa, ale raczej o rzeczy fundamentalne, „imponderabilia” – jak powiedziałby bohater zupełnie innej książki, Józef Piłsudski, przeciwnik demokracji parlamentarnej tak często przywoływany przez polskich kandydatów na urząd Prezydenta RP. 

Tako bowiem rzecze Święta Księga (Mt 7, 15-16): „Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi?” Dalej idzie najważniejsze, na wskroś polityczne przesłanie: „Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.” Skąd my to znamy? Ano nie tylko z Biblii, ale i z ustawy o partiach politycznych oraz innych wygodnych dla tych podmiotów aktów prawnych: ordynacji wyborczych. Partia jest w polskim systemie – by tym razem sięgnąć do Apokalipsy św. Jana – Alfą i Omegą, polityki początkiem i końcem. Poza partiami pozostają jednak tzw. zwykli obywatele (czyż to jednak nie partia, a człowiek jest miarą wszechrzeczy?), którzy od niemal 15. lat mają te partie – finansować, utrzymywać, ze swej ciężko wypracowanej krwawicy podatkowo wspomagać. Trzymając się ogrodniczej paraboli, to jest nasze Biblijne drzewo (konsekwentnie nie sięgamy do Starego Testamentu, więc proszę wymienionej rośliny nie mylić z drzewem poznania dobra i zła!), które, choć suto podlewane (budżetowe subwencje), nie będzie rodzić owoców dobrych. Nie będzie dobrych, inteligentnych kandydatów, fascynującej intelektualnie walki na argumenty istotne dla społeczeństwa, nie spotkamy kandydata „na którego da się głosować”, jeśli są oni złym owocem równie złego, karłowatego drzewka finansowania partii politycznych z budżetu.

W mediach wielkie oburzenie: oto zamiast kandydatów na Prezydenta RP otrzymujemy ludzi intelektualnie niedorozwiniętych, pozbawionych elementarnej kultury, nieobytych w świecie, szaleńców, błaznów i/lub roboty mówiący metalicznym głosem GPS-u. Wstyd. Nie wstyd, tylko konsekwencja złego systemu, w którym partie polityczne są święte i mogą wystawić na najwyższy urząd w państwie nawet – wzorem cesarza Kaliguli – ulubionego konia. Lub klaczkę. Wyborca ich z tego nie rozliczy, a zapłacić – zgodnie z uchwalonym przez te same partie prawem (czyżby sędziowie we własnej sprawie?) subwencjami z naszych kieszeni. I – niesmakiem.

Warto to przemyśleć, bo – jak wynika z powyższego – partie polityczne finansowane z budżetu działają de facto antysystemowo: czyż wystawianie na Najwyższy Urząd kandydatów takich, o których mowa w niniejszym kazaniu – nie jest kpiną z państwa? Na koniec jeszcze jeden cytat, do poduszki Szanownych-Pretendentów-do-Tronu. Powiada Mateusz: „Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą.”

Amen.

Zobacz inne artykuły >>>

.

2 Responses to “Polityczna ewangelizacja w imię przedwyborczej edukacji”




  1. WL

    Lansowany pogląd jest bardzo analogiczny do propagandy Urbana – cała klasa polityczna jest zła – my źli, ale solidaruchy też. Utwierdza to w ludziach poczucie bezsilności, która powoduje, że nikt przyzwoity nie angażuje się w wymienione partia, bo przecież nie jest intelektualnie niedorozwinięty. Zupełnie nie współgra to ze słowem Jezusa: „Nie bójcie się, jam zwyciężył świat”, „Bądźcie przebiegli jak węże i nieskazitelni jak gołębie”. Partie nie są źródłem zła – brak angażowania się w te partie ludzi przyzwoitych jest problemem.

  2. Wojciech Jabłoński

    Do „WL”. No, ja właśnie o tym. Złe partie nie moga czynić dobra, a doczepianie gruszek do wierzby klejem szybkowiążącym niewiele tu zmieni. Zmienić partie polityczne przez wymianę Biura Politycznego? Pan raczy żartować. Ludzie przyzwoci do burdeli nie chadzają – i koło zamyka się. Tak to właśnie jest, jak mawiał Walter Cronkite. Jeśli jednak jest inaczej, musimy dojść do nieuchronnego wniosku, że Biblię napisał red. Jerzy Urban.