dr Magdalena Żemojtel-Piotrowska
Psycholog społeczny
Instytut Psychologii, Uniwersytet Gdański

.

[2.XII.2014]

Wybór Roberta Biedronia na prezydenta Słupska przykuł uwagę mniej lub bardziej poważnych mediów, nie tylko w Polsce. W kraju, który uchodzi za mało tolerancyjny i mocno konserwatywny zdecydowano się na wybór kandydata, który nie ukrywa swojej odmiennej orientacji seksualnej. Powiało sensacją. Jednak, czy wybranie lewicowego polityka, rozpoznawalnego medialnie i chwalonego także za skuteczność polityczną wywraca obraz Polaków (przynajmniej tych zamieszkujących Słupsk) do góry nogami?

W poprzednich postach pisałam już o spostrzeganiu kobiet-polityków i ich rzekomej dyskryminacji przez polskiego wyborcę. Czy w przypadku posłów o odmiennej orientacji seksualnej zachodzą podobne prawidłowości co w przypadku innej stereotypizowanej grupy polityków, czyli kobiet?

W wyjaśnieniu tej zagadki pomocne będą nie opinie na temat tolerancji dla osób homoseksualnych w Polsce, ale raczej wyniki badań dotyczące spostrzegania polityków (także tych homoseksualnych) i wpływu tego spostrzegania na ich poparcie. Przede wszystkim, orientacja seksualna polityków jest raczej drugorzędnym czynnikiem wpływającym na ich odbiór, zwłaszcza że nie zawsze jest ona oczywista i wszystkim znana, w przeciwieństwie do płci czy rasy. W przypadku osób o orientacji nieheteronormatywnej, gdyż takim terminem posługują się prace naukowe poświęcone kwestii funkcjonowania i spostrzegania osób nie będących osobami heteroseksualnymi, cecha ta może zdominować ich wizerunek w dwojaki sposób. Po pierwsze, jest to cecha wyrazista. Obiekty, a więc i osoby, wyraziste, spostrzegane są w sposób bardziej skrajny, gdyż przykuwają naszą uwagę a powód, dla którego są wyraziste wpływa na sposób interpretowania ich zachowań. I tak, poseł-homoseksualista, który wypowie się w niezbyt mądry sposób zostanie oceniony surowiej niż poseł, o którego orientacji seksualnej nic nie wiemy, zwłaszcza gdy osoba oceniająca nie darzy osób homoseksualnych sympatią. Ale też robiąc coś pożytecznego może być oceniony jako bardziej kompetentny, mądry i pracowity niż osoba typowa. Dzieje się tak dlatego, że działania osób wyrazistych bardziej zapadają nam w pamięć, a poza tym stosujemy wobec nich inne standardy, które mogą być nieco zaniżone w porównaniu do standardów stosowanych przy ocenie przeciętnych osób. Może też być i tak, że po prostu darzymy osoby homoseksualne sympatią i uważamy, że ich kariera polityczna wymagała więcej wysiłku (nawet jak nie jest to zgodne z prawdą), a więc jesteśmy uprzedzeni w sposób pozytywny.

Po drugie, homoseksualizm jest cechą kontrowersyjną. Oznacza to, że z definicji prowadzi do niejednoznacznych i często skrajnych ocen. W badaniach naszego zespołu (wspólnie z Maciejem Labudą, Anną Szymak i Jarosławem Piotrowskim) nad znaczeniem kontrowersyjności dla ocen polityka okazało się, że po pierwsze, kontrowersyjność (rozumiana jako nietypowe poglądy polityczne, agresywny styl bycia w mediach i barwny styl ubierania się) nie wpływa na ocenę polityków-kobiet, ma natomiast znaczenie wtedy, gdy polityk ma wyraźne poglądy polityczne. I tak, jeżeli polityk ma poglądy prawicowe i oceniany jest przez wyborców prawicowych, kontrowersyjność niewątpliwe szkodzi wizerunkowo (obniża oceny i moralności i kompetencji). Natomiast politykom lewicowym, zwłaszcza ocenianym przez wyborców o lewicowych poglądach kontrowersyjność zdaje się wręcz pomagać. Podobne wyniki uzyskuje się dla partii politycznych – politycy partii mainstreamowych powinni unikać kontrowersyjności, gdyż w oczach centrowego wyborcy kontrowersyjność zdaje się podważać wiarygodność polityka. Co więcej, wyborcy mogą po prostu zignorować informację o orientacji seksualnej polityka. Na taką możliwość wskazują wyniki innych badań przeprowadzonych nad znaczeniem orientacji seksualnej dla spostrzegania polityka.

W badaniu zrealizowanym przez Katarzynę Kacprzyk sprawdzano, jakie znaczenie ma informacja o orientacji homoseksualnej w przypadku polityka kobiety i mężczyzny, także z uwzględnieniem tego czy polityk miał poglądy prawicowe czy lewicowe. Okazało się, że orientacja seksualna zasadniczo nie miała wpływu na oceny polityka – ani te dotyczące jego sprawności (co szczególnie nie dziwi) ani moralności, nie wpływała też na jego szanse wyborcze. Jedyną stwierdzoną różnicą było przypisywanie politykom homoseksualnym wyższego poziomu cynizmu (wymiaru spostrzegania polityka, na który składały się takie negatywne określenia jak fałszywy, szkodzący krajowi, cyniczny), jednak oceny cynizmu nie miały wpływu na wybieralność polityka, ukazując raczej stereotypowe myślenie, a nie realną dyskryminację wyborczą. Skądinąd politykom z założenia niejako przypisuje się cynizm i inne negatywne cechy, więc nie wiadomo, czy na podwyższone oceny cynizmu wpłynęła sama orientacja seksualna spostrzeganej osoby, czy też raczej to, że współwystępowała z rolą polityka. Z kolei w badaniu zrealizowanym pod kierunkiem Jarosława Piotrowskiego sprawdzano, czy badani inaczej zareagują na zdradę małżeńską heteroseksualnego polityka (kobiety lub mężczyzny) w zależności od tego, czy sama zdrada miała charakter homoseksualny czy nie. Okazało się, że to, czy polityk zdradzał żonę lub męża z osobą tej samej co on(a) płci, czy płci odmiennej, nie miała znaczenia dla poziomu potępienia tej zdrady – koszty wyborcze oraz ocena moralności były takie same w obu przypadkach.

Tak więc ten dość pobieżny przegląd wyników badań dostarcza dość spójnego obrazu – orientacja seksualna polityków zdaje się nie budzić silniejszych reakcji. Wyborców w Słupsku istotnie mógł zatem zainteresować program kandydata (na co sami wskazywali przed kamerami), a jego wyrazisty i kontrowersyjny wizerunek, spójny z lewicowymi poglądami, najwyraźniej nie był czynnikiem przeszkadzającym w wygraniu wyborów. Inną kwestią pozostaje to, że sam zainteresowany nie eksponował swojej orientacji w trakcie kampanii, a raczej skupił się na kwestiach bardziej interesujących mieszkańców Słupska. W ten sposób skorzystał z szansy na to, by nie spostrzegać go przez pryzmat jednej (kontrowersyjnej) cechy i skłonił wyborców do rekategoryzacji – czyli spostrzegania go w kategoriach kandydata na prezydenta miasta a nie w kategoriach polityka, który ma nietypową orientację seksualną. Ten sposób działania ułatwia osobom spostrzeganym niekorzystnie poradzenie sobie z faktem, że należą do grupy osób niestandardowych i narażonych przez to na dyskryminację. Jak widać, można to zrobić skutecznie, nawet w kraju uchodzącym za nietolerancyjny (czy słusznie, to już osobna historia).

Zobacz inne artykuły >>>

[]

[]