zdjecie_blog_5

dr Wojciech Jabłoński
Ekspert w dziedzinie
public relations i komunikacji
politycznej
Uniwersytet Warszawski

.

[18.V.2015]

Ostrzegaliśmy, prognozowaliśmy, grzecznie prosiliśmy: „nie róbcie tego [tej „debaty”]!”. Nie słuchali, nie czytali – przegrali! Pytanie – co dalej?…

Tylko suche fakty. Komorowski już przegrywa w znaczący sposób z Dudą. Do tego zrobił niedzielną „debatę”, w której on (Komorowski) sromotnie przegrał. Zostawmy szczegóły: brak kontaktu z kamerą, „międolenie” o PiS-ie, samozadowolenie z groźną miną człowieka, któremu ta debata zepsuła wieczór… I karierę polityczną też mu zepsuła. Do wyborów dni siedem, do tzw. (niepotrzebnej) ciszy wyborczej – już tylko pięć. Teraz konkrety: co dalej?

Cel („sztabu” Komorowskiego – a może nawet jego samego?): nie dopuścić do władzy Dudy. Wciąż, wbrew pozorom, możliwy do spełnienia, jeśli Komorowski – co powtarzaliśmy w prasie już po marnych wynikach I tury – zrobi rzecz następującą:

a) NATYCHMIAST, najlepiej już w poniedziałek 18.05. – Komorowski rezygnuje z dalszego wyścigu prezydenckiego. To brutalne, ale logiczne; w przypadku uporczywego trwania jego „kampanii” na koszt podatnika – czeka go jedynie kompromitująca klęska. Rezygnacja „prezydenta naszej wolności” spowodowałaby nie tyle „niewolę” (powiedzcie sami: jaka to „wolność” bez takiego prezydenta?…), ile zachowanie resztek sił (przez PO) przed rozdaniem najważniejszym: wyborami parlamentarnymi jesienią. Dodatkowo Duda miałby kłopot, by wygrać z resztkami fanów Komorowskiego oraz – co ważne – elektoratem Kukiza, którego część gromko poparłaby muzyka od „Rodzina słowem silna” – nawet, jeśli on jemu (elektoratowi) proponuje JOW-y, które zresztą tylko spowodują dalsze upartyjnienie polskiej sceny.

Gdy to nie wypali (a nie wypali – Komorowski będzie „walczył do końca” jak von Paulus pod Stalingradem – patrz wcześniejsze wpisy na tajniki polityki.pl), pozostaje wariant, którego stanowczo nie doradzam, ale o którym ćwierkają warszawskie wiosenne wróbelki:

b) ZAMACH STANU – de facto lub de iure (to drugie zabrzmi tu jednak jak oksymoron): nowy stan wojenny albo symulowaną chorobę Komorowskiego, chorobę, która „nie pozwoli mu dokończyć misji” kandydowania w wyborach prezydenckich. Wtedy Dudę mamy z głowy, bo zawieszamy tzw. prawa obywatelskie co najmniej do wyborów parlamentarnych. Europa wprawdzie poszczeka, pogrozi, ale władza będzie nasza. TEGO – POWTÓRZMY – STANOWCZO NIE DORADZAM, ale sytuacja przegranego kandydata jest politycznie nadzwyczaj poważna. Władzę stracić musi, pytanie, czy za tydzień, czy trochę później. Czy z honorem, czy bez, czy może z „honorem” w stylu gen. Jaruzelskiego? To nie żarty.

No to teraz poczekajmy, który wariant sprawdzi się. Osobiście obstawiam jednak wariant

c) KOMPROMITACJA. Za tydzień różnica między Dudą a Komorowskim ociera się o 30 proc. Kolejny smutny wieczór dla Komorowskiego i jego świty, bo przecież nie sztabu. Platforma ostatecznie traci władzę jesienią. Kolejne wybory to zaś tej partii definitywny koniec, i nawet Tusk na białym koniu z Brukseli nie dojedzie.

Zatem – co wybieracie, panowie POLITYCY? A może wy w ogóle nie byliście nigdy politykami?…

Zobacz inne artykuły >>>

11 Responses to “Przegrał – i co dalej?… Możliwe warianty rozwoju sytuacji politycznej przed 24 maja”




  1. Wojciech Jabłoński

    @Mama: Szanowna Pani, moja matka nie żyje. Proszę nie stroić głupich żartów i odnieść się łaskawie do sytuacji, jaką nakreśliłem w tekście. Albo nie, niech Pani już nie pisze. Ten tydzień proszę poświęcić na ratowanie swoich partyjnych synekur, bo czasy zmieniają się „niebezpiecznie”. Dla Pani. Z wyrazami szacunku Wojciech Jabłoński

  2. Robert Wereszycki

    Taki z Pana eskpert jak ze mnie eskimoska baletnica, Duda od czasu ogłoszenia przez Jarosława Kaczynskiego kto będzie kandydatem Pisu ani razu nie wypowiedział sie na temat skąd weźmie setki miliardów na realizację swoich obietnic przedwyborczych. Nie przedstawił też żadnych konkretnych propozycji jak naprawić sytuację w Polsce twierdząc, że problemy te rozwiąże powołana przez niego rada wskład której wejdą Bóg wie jacy ludzie. I ten człowiek Pana zdaniem wygrał debatę, a nawet więcej napisał Pan o sromotnej porażce prezydenta i jeszcze wierzy Pan w to, że Duda wygra 65-35??? 65% głosujących Polaków (10 milionów) to idioci, którzy wierzą w cuda?? A co do suchych faktów to po debacie prezydent w sondażach zyskał 7% poparcia dzięki czemu prześcignął Dudę. Skompromitował się Pan tym tekstem i nikt kto potrafi myśleć nie zgodzi sie Pana ,,eskpertyzą”.

  3. Wojciech Jabłoński

    @Robert Wereszycki. Szanowny Panie, proponuję powściągnąć nieco emocje („Taki z Pana ekspert jak…” itd. – po co te teksty???…), a spojrzeć na sytuację z punktu widzenia politycznego marketera – bez „rozliczania” obietnic awansem, bez porównywania konkurencyjnych sondaży. Otóż – powtarzam – w świetle reguł marketingu politycznego ukutych w Ameryce i sprawdzonych w Polsce choćby w kampanii prezydenckiej 1995 r. – Komorowski przegrał. Takie jest moje zdanie jako osoby znającej temat – bez sympatii politycznych, bo tych nie mam, niestety. Zatem: na chłodno – włączamy TV w niedzielę wieczorem i oglądamy, jak jest, dobrze? Dziękuję za Pana głos w dyskusji, bo nie oczekuję, że z tak nakreśloną moją ekspertyzą (bez cudzysłowu jednak, czy mogę o to prosić?…) zgadzali się wszyscy. Powtórzmy: jej weryfikacja nastąpi w niedzielny wieczór wyborczy. Pozdrawiam i pozostaję z wyrazami szacunku Wojciech Jabłoński

  4. Robert Wereszycki

    Pan wybaczy, ale trudno mi nie używać cudzysłowu pisząc o Pana ,,ekspertyzie”. Jak Pan na pewno wie pierwszą debatą, a właściwie serią debat telewizyjnych, które wpłynęły na wynik wyborów były debaty Nixon-Kennedy. Otóż po pierwszej – uznawanej za najważniejszą z nich -(oglądana przez największą ilość Amerykanów) debatę sondaże zmieniły się na korzyść Kennedyego. Z przeprowadzonych przez Instytut Gallupa sondaży wynikało, że przed pierwszą debatą Nixon posiadał 47% poparcia, natomiast Kennedy – 46%. Po zakończeniu debaty na Kennedy’ego gotowych było głosować 49% wyborców, na Nixona – 46%. Tak, więc zysk Kennedy’ego\strata Nixona były w granicach błędu statycznego. Tymczasem prezydent Komorowski zyskał na debacie 7%. Tak, więc niech sie Pan nie dziwi, że wyrażam emocję, ponieważ trudno zachować mi spokój, jeśli Pana poglądy aż tak różnią się od rzeczywistości. Oczywiście istnieje możliwość, że ta debata nic nie da prezydentowi Komorowskiemu. Tak samo jak debaty mogły nic nie dać Kennedyemu, który wygrał w 7 stanach różnicach mniejszą niż 10 000 głosów. Zwycięstwa w Illinois i Missouri dawały prezydenturę Nixonowi. Jednakże jestem przekonany, że debata zahamowała trend spadkowy prezydenta( przynajmniej do kolejnej debaty) i dzięki temu wynik wyborów na poziomie 65-35 jest niemożliwy. Chciałbym dodać, że z przyjemnością przeczytam Pana ekspertyzę (tym razem mam nadzieję nie będę musiał uzywać cudzysłowu) prezydent Komorowski nie przegrał 30% głosów pomimo ,,sromotnie przegranej” debaty. Z wyrazami szacunku Robert Wereszycki.

  5. Wojciech Jabłoński

    @Robert Wereszycki Szanowny Panie, źródła dotyczące skutków debaty Nixon-Kennedy przestudiował Pan poprawnie, ale nie wynika z nich nic ponad to, iż debata TV może w nieznaczny, ale znaczący sposób przechylić szalę na stronę jednego z kandydatów – i tu uwaga: najczęściej na korzyść tego, który zwykle aspiruje/pretenduje do władzy i może pochwalić się trendem zwyżkowym w sondażach (case 1960 r. w USA i przypadek 1995 r. w Polsce), niezwykle rzadko jednak wygrywa ją (również, a może przede wszystkim przy wyborczych urnach), polityk, który: a) w czasie bezpośrednio poprzedzającym debatę odmawiał udziału w niej (to już wystarczający dowód słabości i braku profesjonalnego sztabu); b) broni władzy raz zdobytej (znacznie gorsza pozycja wyjściowa, czyli trudne polityczne pool position), nie proponując dodatkowo żadnych istotnych zmian (brak klarownego, prostego przekazu już w trakcie debaty jeszcze tę sytuację pogarsza), c) jest nadmiernie agresywny w trakcie owego politycznego show, skupia uwagę agresją własną, zamiast koncentrowania się na wyraźnej korzyści, jaką z jego wyboru mógłby odnieść elektorat (ograniczone możliwości użycia narzędzi kampanii negatywnej przez kandydata-obrońcę stanowiska to osobny temat); d) przez dłuższy czas tracił w sondażach, trwoniąc wyjściowy kapitał społeczny (jeśli w ogóle go posiadał). Ważniejsze przykłady: Ford-Carter 1976, Reagan-Carter 1980, Clinton-Bush 1992. Pisałem już o tym w poprzednim felietonie (no dobrze – zostawmy już te ekspertyzy i „ekspertyzy”…). Komorowski koncertowo „spełnił” te warunki i dlatego musi przegrać wybory. Rzekome poparcie 7% w jedynym prezentowanym w mediach sondażu nie daje podstaw, by twierdzić, że ta debata dała mu cokolwiek, poza zniechęceniem części elektoratu (czy słyszał Pan o efekcie „premii za wejście” występującym w przypadku kandydatów nieznanych? Takie „poparcie” zwykle znika równie szybko, jak się pojawia; nie bez znaczenia jest tu efekt publicity). A Komorowski w zasadzie przez 5 lat był prezydentem nieznanym, bo jeśli wypowiadał się na jakiś temat, to krótko,bez obecności kontrkandydatów, i zwykle było to powodowanie sytuacji kryzysowych w otoczeniu własnym („bul”, wypowiedzi o wodzie podczas powodzi, japońskie krzesło itp.). Stąd, twierdzę – Komorowski te wybory przegra. A czy będzie to kilkadziesiąt, czy „tylko” kilkanaście procent, nie ma już większego znaczenia. Generalnie jego „kampania” większego znaczenia, poza negatywnym wpływem na postrzeganie urzędu Prezydenta RP, większej wartości marketingowej już nie ma. Dlatego proszę jednak z emocjami ostrożniej. Odpowiadam obszernie, bo cenię przygotowanych dyskutantów. Dlatego tez dziękuję za głos w dyskusji raz jeszcze. Czekamy na niedzielę! Z wyrazami szacunku – Wojciech Jabłoński .

  6. Robert Wereszycki

    Pan wybaczy, ale albo Pana nie zrozumiałem, albo właśnie przeczytałem najbardziej absurdalne zdanie: nie wynika z nich NIC(sic!) ponad to (że debata może…)przechylić szalę na stronę jednego z kandydatów. No to albo debata nie zmienia nic, albo dzięki niej można wygrać wybory. Mam nadzieję, że widzi Pan sprzeczność w swoich słowach, byłoby mi niezwykle ciężko skomentować Pana słowa bez używania nadmiernie emocjonalnych słów, niech więc Pan po prostu przyzna, iż twierdzenie, że debata wyborcza nie zmienia nic po za tym kto te wybory wygra jest absurdalne. Trudno mi się z Panem zgodzić, że debaty wygrywa kandydat, który pretenduje do władzy i który ma tendencje zwyżkową w sondażach. Praktycznie każdy nowy kandydat rozpoczyna z niższego pułapu poparcia niż urzędujący prezydent, ponieważ ma niższą rozpoznawalność społeczną, wraz ze wzrostem rozpoznawalności rośnie jego poparcie. Tak, więc Pana tezę należałoby właściwie zawęzić do postawienia hipotezy, że debatę zazwyczaj wygrywa kandydat, który walczy z urzędującym prezydentem. Hipoteza ta jest fałszywa.
    Nie bardzo rozumiem do czego odnosi Pan punkt a, skoro prezydent Komorowski wyraźnie mówił, że chce debatować tylko 1v1, nie można więc powiedzieć, że prezydent Komorowski uchylał się bardziej od Dudy, który igonorował wielokrotnie ponawiane wezwania do debaty ze strony kandydata PSL. Cały czas odwołuje się Pan do amerykańskiej polityki przywołuje niezwykle interesujące przykłady debat z przeszlosci zapominając przy tym o ostatnich debatach. Czy Obama był entuzjastą debat z Romneyem? oczywiście, że nie i widać to było po tym w jakiej formie przystąpił do pierwszej z nich. Podpunkt B Obama walczył o reelekcję. Podpunkt C Obama nie mógł przekonać Amerykanów, że jego wybór przyniesie im jakieś wielkie korzyści ponieważ w sytuacji gdy Kongres był zdominowany przez Republikanów, Obama mógł co najwyżej sprzeciwiać się ich pomysłom nie mógł jednak wprowadzić żadnych istotnych zmian. Co do podpunktu D to musi Pan pamiętać z jakim entuzjazmem przyjmowano wybór Obamy i w jak ekspresowym tempie jego kapitał społeczny stopniał o kilkadziesiąt procent. Dochodzi do pierwszej debaty Obama ponosi klęskę. Gallup poll found that 72% of the debate watchers believed Romney was the clear winner, 20% believed that Obama had won, and 9% believed it was a tie or had no opinion; the widest margin of victory for any presidential debate in Gallup history. Sondaże krajowe z końca września pokazywały kilkuprocentową przewagę Obamy (były sondaże pokazujące 7-8% przewagę Obamy), a po debacie Romney wyszedł na prowadzenie. Wtedy dochodzi do przebudzenia ticketu Obama/Biden, ktorzy ze zdecydowana przewaga wygrywaja kolejne debaty a potem wybory. Czy wierzy Pan w to, ze gdyby wszystkie debaty zakonczyly sie tak jak pierwsza, to Obama wciaz zasiadalby w gabinecie owalnym ? Jak Pan widzi spelniajac mniej lub bardziej koncetowo wymienone przez Pana warunki mozna wygrac debate a potem wybory. Moim zdaniem mowienie o premii za wejscie w przypadku urzedujacego prezydenta to spore naduzycie, ale przyjmijmy, ze ma Pan racje. Przed debata jest 16% niezdecydowanych wyborcow, a duda ma 4% wiecej poparcia. Po debacie poparcie dla dudy jest takie samo, komorowskiemu rosnie o 7% a liczba niezdecydowanych spada o te 7%. Czyli urzedujacy prezydent zatrzymuje tendencje wzrostowa dudy, zmniejsza liczbe niezdecydowanych ktorzy mogliby zaglosowac na dude i ma prawo oczekiwac ze jakas czesc zyskanych podczas debaty potencjalnych wyborcow pojdzie na wybory i na niego zaglosuje. Same zyski i to ma byc sromotna kleska? Widac ma Pan bardzo krotka albo bardzo selektywna pamiec bo zapomina Pan, ze olbrzymia ilosc wpadek na poczatku kadencji nie zatrzymala tendencji wzrostowej jesli chodzi o stopien zaufania do prezydenta. Panu i mnie moze nie podobac sie styl komorowskiego, ale wpadki typu szogun sa dla wielu ludzi dowodem, ze prezydent to swoj chlop a nie robot w stylu dudy. Podczas debaty10, mozna bylo odniesc wrazenie, ze duda rusza ustami, a przy pomocy syntezatora mowy przemawia prezes kaczynski i moim zdaniem m.in. dlatego duda nic nie zyskal na 1 debacie pomimo braku powaznej konkurencji i stad sie wzial swietny wynik kukiza. Ma Pan racje ze Duda najprawdopodobniej wygra wybory, ale ta debata dala prezydentowi szanse na walke do samego konca i w miare wyrownany wynik, a juz na pewno nie dala nadziei dudzie na wygrana 30%. Z wyrazami szacunku Robert Wereszycki.
    ps przepraszam, ale problemy z klawiatura sprawily ze musialem zrezygnowac z polskich znakow.

  7. Wojciech Jabłoński

    @Robert Wereszycki Tym razem, Szanowny panie, krótko: CZEKAMY DO NIEDZIELI. Tylko bowiem tak zweryfikujemy nasze prognozy. Jeszcze raz: cieszę się, że wziął Pan udział w dyskusji na tajnikipolityki.pl. Proszę wpadać tu częściej. Z wyrazami szacunku – WJ

  8. Robert Wereszycki

    Napisałem post przed wyborami http://tajnikipolityki.pl/dr-przybyszewski-efekty-debaty-przed-ii-tura/ Nie sprawdził sie ponieważ niedoszacowałem poparcie zwolenników kukiza dla dudy myslałem, ze raczej zostana w domu, a oni poszli na wybory i wsparli dude. Więc przeciętny człowiek taki jak ja pomylił sie o 1-2% jeśli chodzi o poparcie dla dudy i komorowskiego i niedoszacował o około 5% frekwencję wyborczą. Pan mi poda kwotą jaką Panu płacą za takie ,,eskspertyzy;; typu 65-35 to za pół ceny napiszę Panu bardziej trafną ekspertyzę. No chyba, że Panu tylko chodzi o zaszokowanie odbiorcy, a nie profesjonalną ocenę faktów, jeśli tak jest to niech się Pan nie przyznaje że jest doktorem, bo hańbiebie tytułów naukowych nikomu chluby nie przynosi.

  9. Wojciech Jabłoński

    Dobrze, a kto właściwie dziś wygrał, bo nie śledziłem????:) I proszę bez tych wyzwisk, to już przecież – koniec.Nie będę już Panu odpowiadał, proszę mnie zrozumieć. Pozdrawiam Wojciech Jabłoński

  10. Anna Zagrodzka

    Brawo, Panie Doktorze! Trafnie przewidział Pan już na trzy tygodnie przed drugą turą klęskę (wariant c) – kompromitację polityczną Komorowskiego). Brawa dla Pana!!! Co do różnicy głosów między Dudą i Komorowskim – też racja (bo to ma istotne znaczenie wśród ludzi młodych, którzy w olbrzymiej większości oddali głos na Dudę!!!) Gratuluję, Panie Doktorze.