zdjecie_blog_5

dr Wojciech Jabłoński
Ekspert w dziedzinie
public relations i komunikacji
politycznej

„Nie za lat pięćdziesiąt, nie za sto lat, lecz dziś widzę wielką Warszawę” – mawiał prezydent Starzyński widząc płonącą w 1939 r. stolicę. Ten manewr nie udał się – na razie – obecnej ekipie rządowej. To znaczny ani Warszawa nie będzie od razu „wielka” aż po Grójec, ani nie uda się zdemolować dotychczasowych politycznych wpływów w samym mieście.              

Prawie połowa respondentów oceniająca negatywnie pomysł sztucznego poszerzenia granic stołecznego grodu, a jedna trzecia nie mająca o tej idei wyrobionego zdania – przy dużym, bo 65-procentowym wskaźniku rozpoznania samego problemu. Sondaż, który omawiamy, najwyraźniej miało wcześniej przed oczami również Biuro Polityczne Prawa i Sprawiedliwości, bo o wspomnianym projekcie ostatnio w mediach – również tych sprzyjających rządowi – cicho. Nawet bardzo cicho.  Czyli zbyt szybko wybiegło PiS przed orkiestrę, tańcząc w rytm tzw. afery reprywatyzacyjnej. Jeszcze nie czas, by brać Warszawę.

Zrzut ekranu 2017-02-20 o 13.44.34 Zrzut ekranu 2017-02-20 o 13.44.48

Tak, właśnie „brać Warszawę”, bo tak pośrednio określają to pytani. 82% z nich twierdzi, że chodzi o polityczny interes: o zwiększenie wpływów partii rządzącej w stolicy, a tym samym o większe szanse tej partii w nadchodzących wyborach samorządowych na terenie, gdzie kulom z naganta PO nie kłaniał się prezydent Lech Kaczyński. Teraz pomysłom skoku na stołeczne stanowiska nie chcą pokłonić się zarówno mieszkańcy wsi, jak i dużych, a nawet i średnich miast, bo w każdej z tych kategorii poziom rozpoznania politycznego tła tej sprawy jest podobny. Głos zdecydowanie niechętny PiS, które ostrzy od lat zęby na warszawski ratusz.

Trzeba będzie tę polerkę jeszcze jakiś czas kontynuować, bo propagandowy serial „robienia porządków” w stolicy za pomocą bardziej politycznej niż geograficznej zmiany jej granic najwyraźniej nie wypalił. Co nie znaczy, iż wobec komedii, jaką urządza prezydent Gronkiewicz-Waltz wokół działek i kamienic nie przyniesie w końcu upadku rządów PO przy placu Bankowym. Ale ta klęska nie musi być automatycznie zwycięstwem PiS-u (silnie akcentowana troska partii o nowy, wspólny bilet mieszkańców aglomeracji – najwyraźniej jedyny pomysł tej formacji na „wielką PiS-Warszawę” – została doceniona zaledwie przez 20 % respondentów).

Zatem, warszawiacy wobec ofensywy Prawych i Sprawiedliwych trzymają się mocno. Może rację miał Starzyński: po co robić Warszawę „wielką”, skoro ona już taka jest?...

 


*Nota metodologiczna. Badanie przeprowadzone na ogólnopolskim panelu badawczym Ariadna. Próba ogólnopolska N=1066 osób. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji Polaków w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku, wykształcenia i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji: 4-7 lutego 2017.