zdjecie_blog_5
dr Wojciech Jabłoński
Ekspert w dziedzinie
public relations i komunikacji
politycznej
Uniwersytet Warszawski

.

[21.III.2015]

Nudne, siermiężne przekazy, elementy rozrywkowe tylko w przypadku pojawienia się gaf ze strony kandydatów. Plus hojne, przymusowe zasilanie sztabów z pieniędzy podatników. Oto kampania w polskim stylu. Pardon, według chińskiej sztancy.   

Jedno jest pewne: wygra ten, który przełamie te mało interesujące schematy, szanse zaś mają coraz mniejsze kandydaci kopiujący własne pomysły, sprawdzające się w odmiennym niż dzisiejszy kontekście komunikacyjnym (czym różni się „Zgoda buduje” z 2010 r. od „Wybierz zgodę i bezpieczeństwo” z roku 2015?). Tak sprawy rozumiejąc, wysoce prawdopodobna wydaje się klęska Bronisława Komorowskiego. I nie chodzi tu  próbę wróżenia z fusów, ale o fakty, jakie dotychczas zaciążyły na obrazie tej kampanii. Jako przegraną Pałacu Prezydenckiego w dotychczasowej, nieciekawej medialnie kampanii, należy już odbierać absurdalny sposób (zdjęcia z radosnej wizyty prezydenta w Japonii, wymachiwanie ciupagą na tradycyjnym terytorium politycznych wrogów itp.) doprowadzenia do – w zasadzie już pewnej – drugiej tury wspomnianego pojedynku. Właśnie pojedynku, gdyż nie trzeba kryształowej kuli, by przewidzieć w jego finale ostateczną batalię pomiędzy Komorowskim a Dudą.

Sondaże wskazują od pewnego czasu na następującą prawidłowość: Duda zyskuje, Komorowski nie dostaje procentowych bonusów, czyli de facto traci. Specjalistów w dziedzinie marketingu politycznego nie powinno to dziwić. Nieprzemyślany wjazd prezydenta „swoim” autobusem na spóźnioną konwencję od ceremonii otwarcia przez Dudę tzw. muzeum im. Bronisława Komorowskiego dzielą lata świetlne, gdy chodzi o pomysłowość, takt i próbę zbliżenia do przeciętnego wyborcy. Tu Komorowski musi przegrać, na razie „tylko” propagandowo. Zgrane pomysły i banalne, równie wyświechtane hasła nie zastąpią faktycznego braku sztabu wokół (obecnie) pierwszej osoby w państwie, której budżet kancelarii wyniósł w ubiegłym roku prawie 170 mln zł. Pytanie, co jego otoczenie robi z tymi, ciężko zarobionymi przez podatników pieniędzmi?

Na tym jednak przewaga Dudy kończy się. Kandydatów z czołówki kampanii prezydenckiej łączy bowiem jedno: i Komorowski, i Duda nie potrafią radzić sobie z sytuacjami kryzysowymi. Ten pierwszy – jak wspomnieliśmy – sam je dla siebie tworzy, niwecząc stopniowo własne szanse na drugą kadencję. Drugi  bełkocze na temat kierowanych pod jego adresem, a potencjalnie niegroźnych przecież przejawów tzw. czarnego PR – zapewne kierowanych ze strony sympatyków obecnego prezydenta (niegdysiejsze członkowstwo Dudy w Unii Wolności, jego domniemane związki z „aferą SKOK-ów” itp.). Jeśli zatem obydwaj czołowi kandydaci są szczególnie wrażliwi na kampanię negatywną, to właśnie na tym polu może nastąpić ostateczne rozstrzygnięcie. Przypomnijmy – wygra ten, który uderzy w sposób medialnie bardziej atrakcyjny. W nudnej kampanii chińskich podróbek zwycięży biały polityk z oryginalnym pomysłem.

Zobacz inne artykuły >>>

.