Michał Zieliński, „PopPolityk”

Pop

[]

[]


[4.III.2015]

Od pół roku PO cieszy się większym poparciem wyborców niż PiS


W lutym ośrodki badania opinii publicznej zrealizowały siedem pomiarów preferencji partyjnych na łącznej próbie 7588 Polaków. Dwa sondaże przeprowadził instytut TNS Polska (telefoniczny dla TVP oraz comiesięczny pomiar metodą wywiadów bezpośrednich – bez zlecenia), zaś rezultaty jednej ankiety opublikowały: CBOS, GFK Polonia, IBRiS (dla „Rzeczpospolitej”) oraz Millward Brown (dla TVN). O ile w styczniu Platforma prowadziła w pięciu z ośmiu zrealizowanych sondaży (w trzech zanotowano remis), o tyle w lutym liderem już wszystkich siedmiu pomiarów była partia Ewy Kopacz.

1 MZ

Lider

Wśród wyborców zdecydowanych na kogo głosować, największe poparcie zanotowała w lutym Platforma Obywatelska, która mogła liczyć tak jak w styczniu na 39 proc. głosów. Na drugim miejscu uplasowała się prawicowa koalicja Prawo i Sprawiedliwość – Solidarna Polska – Polska Razem (34 proc. – spadek o 2 punkty procentowe względem poprzedniego miesiąca). Swoich przedstawicieli na Wiejskiej miałyby jeszcze tylko dwie partie: Polskie Stronnictwo Ludowe (10 proc. – wzrost o 2 punkty procentowe wobec stycznia) i Sojusz Lewicy Demokratycznej (9 proc. – bez zmian). PSL i SLD od kilku miesięcy rywalizują o miano trzeciej siły politycznej – w lutym to partia Janusza Piechocińskiego nieznacznie wypędziła lewicę. Pod progiem wyborczym znalazła się nowa partia – Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja (w skrócie KORWiN – 3 proc.) oraz  Twój Ruch Janusza Palikota (2 proc.). Zgodnie z oczekiwaniami pojawienie się nowej formacji Janusza Korwin-Mikkego unicestwiło w sondażach jego poprzednią formację – Kongres Nowej Prawicy zanotował w lutym poparcie 1 proc.badanych.

Zmiany

W ujęciu miesięcznym Platforma Obywatelska była liderem sondaży preferencji partyjnych nieprzerwanie przez 6 lat: od pierwszych zwycięskich wyborów parlamentarnych w 2007 roku aż do wiosny 2013 roku. W maju 2013 roku prowadzenie w rankingu partyjnym przejęła partia Jarosława Kaczyńskiego. PIS był najpopularniejszą partią w Polsce przez 11 miesięcy do marca 2014 roku. Dopiero wiosną 2014 roku na fali ukraińskiego kryzysu Platforma na moment odzyskała niewielkie prowadzenie w badaniach opinii publicznej. Sondażowy „efekt Ukrainy”, którego apogeum przypadło na kwiecień i maj 2014 roku, przełożył się na minimalną wygraną PO w wyborach europejskich 25 maja 2014. Trwający dwa miesiące „efekt Ukrainy” szybko jednak ustąpił miejsca „efektowi taśm” i letnie miesiące 2014 roku (czerwiec-sierpień) znów należały do PIS. Momentem przełomowym dla polskiej sceny partyjnej był wybór Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej 30 sierpnia 2014 roku. Już we wrześniu PO wyprzedziła PIS i zdołała utrzymać sondażową przewagę podczas pierwszych miesięcy rządów Ewy Kopacz. W lutym 2015 roku – szósty miesiąc z rzędu – ośrodki badania opinii wskazywały, że wybory parlamentarne wygrałaby partia rządząca.

2 MZ

Bipolaryzacja

Półrocznemu okresowi prowadzenia PO w sondażach towarzyszą utrzymujące się na wysokim poziomie notowania PIS. Od zmiany na stanowisku premiera obserwujemy silną mobilizację elektoratów dwóch największych partii. O ile w ubiegłorocznych wyborach europejskich obie partie zebrały 64% głosów, o tyle po objęciu steru rządów przez Ewę Kopacz PO i PIS regularnie cieszą się poparciem 3/4 Polaków o sprecyzowanych preferencjach politycznych. 10 lat od rozpoczęcia ostrej rywalizacji politycznej między PO i PIS konflikt ten wciąż ma solidne oparcie w zachowaniach wyborczych.

Mandaty sejmowe

Jeśli średnią styczniowych sondaży przeliczymy metodą d’Hondta na mandaty parlamentarne, to poszczególne partie mogą liczyć na następującą liczbę posłów: PO 195, PIS 169, PSL 50, SLD 45, PSL 40, MN 1. Podobnie jak na przełomie 2014/2015 roku możliwe byłoby więc skonstruowanie większości rządowej składającej się tylko z PO-PSL (245). Jest to istotna zmiana, bowiem przez ponad 2 ostatnie lata (2013/2014) sondaże dawały większość obecnej koalicji tylko przy wsparciu trzeciego koalicjanta – SLD. Lutowa średnia sondaży nie daje szans PIS na skonstruowanie większościowej koalicji z PSL. Jedynie wejście do parlamentu partii Janusza Korwin-Mikkego stwarzałoby PIS szansę na zdobycie w Sejmie większości rządowej.

Wnioski

Pogorszenie ocen pracy rządu czy spadek zaufania do czołowych polityków PO zaobserwowane po strajkach lekarzy i górników nie przełożyły się jak dotąd na notowania partii rządzącej. Platforma od pół roku wyprzedza PIS, a przeciętne poparcie dla PO w skali miesiąca – 39% – jest najlepszym sondażowym wynikiem od jesieni 2012 roku. Co więcej, uzyskana w lutym przewaga nad PIS – ok. 5 punktów procentowych – jest na tyle wyraźna, że nawet zakładając przeszacowanie PO i niedoszacowanie PIS w sondażach, można założyć że w lutym to Platforma cieszyła się większą sympatią ankietowanych Polaków. Czy partii Ewy Kopacz uda się utrzymać prowadzenie do październikowych wyborów parlamentarnych?

.


[14.II.2015]

Niezdecydowanie wyborców


W ostatnim sondażu prezydenckim TNS Polska dla telewizji publicznej zdecydowanym liderem jest Bronisław Komorowski (53 proc.). Drugi w rankingu kandydat PIS Andrzej Duda cieszy się poparciem zaledwie 19 proc. badanych. Jednocześnie poparcie dla urzędującej głowy państwa spadło od grudnia już o 4 punkty procentowe. Zdaniem komentatorów i analityków w miarę rozwoju kampanii wyborczej notowania Komorowskiego będą nadal się obniżać, a jego konkurentów rosnąć, tak jak to miało miejsce w 2000 roku, gdy o reelekcję walczył Aleksander Kwaśniewski. Najprawdopodobniej więc kwestią czasu jest sondaż, w którym obecny prezydent otrzyma poparcie poniżej progu 50%.  I niemal na pewno zostanie to zinterpretowane przez media w sensacyjnym tonie jako zapowiedź II tury. Czy słusznie?

Musimy pamiętać, że w obecnej kampanii wszystkie ośrodki badania opinii publicznej podają wyniki swoich pomiarów z uwzględnieniem osób, które zapowiadają swój udział w wyborach, ale nie wiedzą jeszcze na kogo zagłosują. Przykładowo – w cytowanym na wstępie sondażu telefonicznym TNS Polska (4-5 lutego) dla TVP odsetek niezdecydowanych wynosi 11 proc. Załóżmy więc, że w kolejnym, marcowym pomiarze nadal 11 proc. ankietowanych nie wie na kogo zagłosować, a chęć poparcia Komorowskiego zgłasza już tylko 48 proc. respondentów. Czy oznacza to, że „będzie II tura”? Niewątpliwie taki wynik świadczyłby, że poparcie dla urzędującej głowy państwa w marcu spadło i II tura jest bardziej prawdopodobna niż w lutym, gdy Komorowski mógł liczyć na 53 proc. głosów. Jednak by prawidłowo odczytać taki sondaż należy z podstawy procentowania wyłączyć wyborców niezdecydowanych, czy inaczej: rozdzielić ich proporcjonalnie między wszystkich kandydatów do prezydentury. 48% Komorowskiego należy odnieść do 89% ankietowanych deklarujących konkretną preferencję wyborczą, a to oznacza, że poparcie dla Komorowskiego wśród wyborców zdecydowanych na kogo głosować wyniosłoby  54% (48 / 89 * 100%).

Polskie ośrodki demoskopijne bardzo niechętnie podchodzą do takiego sposobu „rozprawiania się” z niezdecydowanymi, argumentując, że poparcie w tej grupie nie rozkłada się proporcjonalnie między wszystkich kandydatów. Sondażownie przekonują, że w grupie niezdecydowanych jest więcej wyborców, których można przypisać kandydatom opozycji niż urzędującemu prezydentowi.  Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, m.in. efekt politycznej poprawności, który sprawia że respondentom łatwiej jest przyznać się do popierania polityków z obozu władzy niż opozycji. Jest w takiej argumentacji sporo racji, z tym że na przestrzeni lat ośrodki sondażowe nauczyły się sobie z tym problemem radzić, czego dowodzą wyniki wyborów w 2011 czy 2014 roku.

Najważniejszą funkcją prezentowanych w mediach sondaży jest jednak funkcja poznawcza (informacyjna). Przedstawianie wyników z uwzględnieniem osób niepewnych swojej decyzji wyborczej utrudnia tzw. zwykłemu Polakowi, niezorientowanemu w niuansach metodologicznych, rozeznanie w aktualnym poparciu dla kandydatów. Co ważne, doświadczenia TNS Polska z poprzednich kampanii prezydenckich dowodzą, że proporcjonalne rozdzielanie niezdecydowanych między wszystkich kandydatów nie wypacza wyniku sondażu, wręcz przeciwnie – przybliża go do prezentowanych później przez Państwową Komisję Wyborczą oficjalnych rezultatów głosowania. By to zobrazować, sięgnijmy po ostatni pomiar TNS przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku, które zakończyły się zwycięstwem A. Kwaśniewskiego już w I turze (54 proc. głosów).

1 (2)

Inaczej niż dziś, TNS prezentował w 2000 roku wyniki swoich sondaży z wyłączeniem wyborców niezdecydowanych. Tak przedstawione rezultaty pomiaru wskazywały, że Kwaśniewski może liczyć na 55 proc. głosów Polaków. Różnica między wynikiem sondażu a rezultatem głosowania wyniosła więc zaledwie 1 punkt procentowy. Można uznać, że TNS Polska idealnie przewidział, że wybory prezydenckie 2000 rozstrzygną się już w I turze.

Sukces TNS nie byłby tak jednoznaczny, gdyby wówczas firma badawcza zaprezentowała sondaż w takiej postaci, jak to czyni obecnie – z uwzględnieniem niezdecydowanych. Odsetek ten ukształtował się wtedy na poziomie 12 proc., co oznacza że poparcie dla Kwaśniewskiego w analizowanym sondażu wyniosło 48 proc. Jak łatwo się domyślić, nieobyte z metodologią badań sondażowych i dążące za „niusem” media błędnie zinterpretowałyby takie wyniki jako zapowiedź drugiej tury.

Dlatego, by uniknąć sondażowego chaosu i sensacyjnych interpretacji wyników warto, by ośrodki demoskopijne i media zlecające badania preferencji wyborczych rozważyły w obecnej kampanii prezentowanie rezultatów sondaży w dwojaki sposób: z wyborcami niezdecydowanymi oraz po ich wyłączeniu z podstawy procentowania. Ułatwi to dziennikarzom i odbiorcom mediów właściwą ocenę szans poszczególnych kandydatów ubiegających się o najwyższy urząd w państwie.

PS: Niniejszy wpis przygotowałem wczoraj (13.02.2015). Dziś w „Rzeczpospolitej” (14.02.2015) ukazał się artykuł Pawła Majewskiego „Przełomowy sondaż. Duda w drugiej turze”. Przedstawione przez autora wyniki sondażu – 49% Komorowskiego przy 9% niezdecydowanych (czyli de facto 54% poparcia dla urzędującego prezydenta) – zostały nieprawidłowo zinterpretowane jako „Duda w drugiej turze”. Powyższe rozważania stają się tym samym jeszcze bardziej aktualne.

http://www.rp.pl/artykul/1167699,1179290-Sondaz-IBRiS-dla-PiS-po-konwencji-Dudy.html

.


[19.I.2015]

Kto na prezydenta?


Wybory prezydenckie za mniej niż cztery miesiące. Do 6 lutego marszałek Sejmu Radosław Sikorski ma czas, by wyznaczyć dzień głosowania. Jak informuje Państwowa Komisja Wyborcza, możliwymi terminami przeprowadzenia elekcji są 3, 10 i 17 maja – jednak z uwagi na Święto Konstytucji pod uwagę należy brać tylko dwie ostatnie daty.

Swoje pierwsze pomiary preferencji prezydenckich zrealizowały w grudniu lub styczniu trzy ośrodki badania opinii publicznej: IBRiS, TNS Polska oraz Millward Brown. Ich wyniki prezentuje poniższa tabela.

tabelka 1prez

Niezależnie od konkretnych wartości, zdecydowanym liderem wyścigu prezydenckiego na początku 2015 roku jest urzędująca głowa państwa. Bronisław Komorowski może liczyć na 56% głosów w sondażach TNS i IBRIS oraz aż 65% w Millward Brown. Po wyłączeniu z podstawy procentowania wyborców niezdecydowanych obecny prezydent cieszy się poparciem 59-68% Polaków. Różnice między sondażami są znaczne, co częściowo można zrzucić na karb raczkującej dopiero kampanii i kształtującej się listy kandydatów. Niemniej wszystkie trzy pomiary pokazują, że gdyby wybory prezydenckie odbywały się dziś, skończyłyby się one na pierwszej turze, bowiem nadwyżka Komorowskiego ponad wymagane 50% głosów jest istotna statystycznie.

Sondażowe rezultaty kandydata największej partii opozycyjnej są do siebie bardziej podobne. Andrzej Duda mógłby obecnie liczyć na 21-24% głosów zdecydowanych wyborców. Przyzwoity debiut, zważywszy powszechną nieznajomość, zaliczyła kandydatka SLD – na Magdalenę Ogórek chce głosować już teraz 6-7% Polaków, co stwarza jej szansę na uzyskanie nawet dwucyfrowego wyniku w maju. Pozostali pretendenci do prezydentury – w tym Janusz Korwin-Mikke oraz Janusz Palikot – uzyskali poparcie poniżej 5%.

Z dostępnych narzędzi, które umożliwią nam ocenę sytuacji Bronisława Komorowskiego na 4 miesięce przed elekcją, najlepsze wydają się raporty zaufania do polityków oraz oceny pracy urzędującej głowy państwa sporządzane przez CBOS. Umożliwiają one porównanie sondażowego położenia Komorowskiego z poprzednikami: Aleksandrem Kwaśniewskim w 2000 i Lechem Kaczyńskim w 2005 roku. Żaden inny ośrodek demoskopijny nie badał regularnie popularności urzędujących prezydentów, oparcie się na CBOS – w sytuacji, gdy jest on powszechnie krytykowany za rażące różnice względem sondaży konkurencji – jest więc w pewnym sensie przymusem. W poniższej tabeli porównano ocenę pracy i zaufanie do urzędującego prezydenta na 1-12 miesięcy przed wyborami, w których ubiegał się o reelekcję (w przypadku L. Kaczyńskiego – 1-12 miesięcy przed śmiercią).

tabelka 2prez

Jeśli opierać się tylko na rankingach popularności CBOS, wizja jednej tury prezydenckiej w 2015 ma całkiem solidne podstawy. Komorowski zdecydowanie kroczy sondażową ścieżką Kwaśniewskiego, który wygrał w 2000 roku wybory w pierwszej turze z poparciem 54% Polaków. W ciągu 12 miesięcy poprzedzających reelekcję przeciętnie 75% ankietowanych dobrze oceniało pracę Kwaśniewskiego, a 76% deklarowało zaufanie do tego polityka. Notowania Komorowskiego są niemal wierną kopią: w ostatnich miesiącach średnio 72% Polaków wystawiało obecnemu prezydentowi ocenę pozytywną, a ufało mu 76% respondentów.

Podobieństwo Kwaśniewski-Komorowski staje się jeszcze bardziej wyraźne, gdy wspomnianą dwójkę zestawimy z Lechem Kaczyńskim. W miesiącach poprzedzających tragiczną śmierć Kaczyńskiemu ufało o połowę mniej Polaków niż Kwaśniewskiemu i Komorowskiemu – 34%.  Z kolei ocena prezydentury Kaczyńskiego (26% ocen pozytywnych) wypada wprost fatalnie przy obecnej głowie państwa i poprzedniku z SLD. Na tym tle widać wyraźne podobieństwo pomiędzy Kaczyńskim a Wałęsą, który miał równie złe notowania na finiszu kadencji.

Niezależnie czy posiłkować się będziemy sondażami preferencji prezydenckich TNS, IBRIS i MB, czy też rankingami popularności CBOS, na 4 miesiące przed głosowaniem Bronisław Komorowski jest wyraźnym faworytem. Pamiętać należy, że lista kandydatów nie jest jeszcze zamknięta, a przebieg kampanii wyborczej może wpłynąć na zachowania elektoratu. Powszechnie oczekuje się, że wraz ze zbliżaniem się terminu wyborów poparcie dla urzędującej głowy państwa będzie spadać, a rosnąć dla pozostałych kandydatów.

.


[26.XI.2014]

Po wyborach


W sobotę wieczorem Państwowa Komisja Wyborcza ogłosiła wreszcie oficjalne wyniki wyborów samorządowych. Niewiele jednak brakowało, a poznalibyśmy tylko podział mandatów w sejmikach wojewódzkich – PKW nie przygotowała danych o procentowym poparciu dla partii w skali kraju i dopiero po godzinie konferencji sędziowie PKW, przyciskani przez dziennikarzy, zaprezentowali najbardziej wszystkich interesujące dane: PIS 26,9%, PO 26,4%, PSL 23,7%, SLD 8,8%, KNP 3,9%, RN 1,6%, Demokracja Bezpośrednia 0,8%, pozostałe komitety 8,1%.

Podobnie jak w wyborach europejskich, w głosowaniu samorządowym zwycięzca zanotował minimalną przewagę nad drugą w kolejności partią. W maju Platforma uzyskała o 0,35% lepszy wynik niż PIS – w listopadzie to Prawo i Sprawiedliwość o włos (0,5%) wyprzedziło PO. W wyborach do sejmików na PiS zagłosowało 3 mln 238 tys. 199 Polaków, na PO 3 mln 179 tys. 210, na PSL – 2 mln 855 tys 996, a SLD uzyskał 1 mln 59 tys. 74 głosów. Przewaga PIS wyniosła więc niecałe 60 tys. – na ponad 12 mln oddanych głosów. Frekwencja wyniosła 47,4% – była minimalnie większa niż przed 4 laty (47,3%), a tym samym najwyższa w historii wyborów samorządowych w III RP.

Wyniki podane przez PKW dość istotnie różnią się od zaprezentowanego w wyborczą niedzielę sondażu exit poll zrealizowanego przez firmę Ipsos. Przez niemal tydzień w debacie politycznej funkcjonowały „wyniki” wyborów, które dawały PIS bardzo wyraźne, 4-punktowe prowadzenie na szczeblu sejmików (PIS 31,5%, PO 27,3%). Rzeczywisty wynik PO mieści się w granicach wytyczonego przez Ipsos błędu pomiaru, ale wynik partii J. Kaczyńskiego jest o prawie 5 punktów procentowych gorszy. Jednak największą pomyłkę Ipsos zaliczył w przypadku PSL. Zamiast projektowanych 17% partia ta otrzymała aż 23,7% głosów, więc błąd wyniósł niemal 7 punktów procentowych. Przyczyny tak dużych rozbieżności będą zapewne w Ipsos przedmiotem głębokiej analizy, ale już teraz szef sondażowni Andrzej Olszewski wskazuje na dużą liczbę głosów nieważnych w wyborach sejmikowych (18%). Tezę tą uprawdopodabnia duża sprawdzalność Ipsos w innej części exit poll dotyczącej wyborów prezydentów miast, gdzie głosów nieważnych oddano tylko 2%. Realizacja sondażu exit poll przy okazji wyborów samorządowych napotyka w Polsce sporo trudności – również przed 4 laty wyniki sejmikowe PO i PIS znacząco odbiegały od sondażowych (kolejno o 3 i 4 punkty procentowe). Dużo większą trafnością charakteryzują się badania pod lokalami wyborczymi podczas wyborów parlamentarnych, prezydenckich czy choćby europejskich (świetny rezulat Ipsos w maju 2014).

.ipsos

Sposób podziału mandatów sejmikowych na poziomie województw spowodował, że zwycięski PIS ma mniej radnych (171) niż druga w kolejności PO (179). Z 555 mandatów sejmikowych PSL przypadło 157, zaś SLD-Lewica Razem 28. Platforma zdobyła najwięcej mandatów w sejmikach 8 województw, PIS – 6, a PSL – 2. Porównując te wyniki z sejmikami wyłonionymi w 2010 roku widać, że PO straciła 43 mandaty, a PIS zyskał 30. Jednak największy przyrost radnych wojewódzkich zanotował PSL, który będzie teraz miał aż 64 mandaty więcej. Tak dobry wynik PSL zaskoczył wszystkich komentatorów i ekspertów, zwłaszcza że nie przewidziały go żadne sondaże przedwyborcze. I choć już w poprzednich wyborach samorządowych ludowcy zaskoczyli dobrym wynikiem (16%), to obecny jest rekordem w historii tej partii po 1989 roku. Wśród przyczyn wskazać należy na duże różnice we frekwencji pomiędzy miastem (39%) a wsią (52%)– największe w historii wyborów samorządowych – a także efekt słynnej już „książeczki” i pierwszego miejsca PSL na listach wyborczych. Tak jak wszystkich zaskoczył rezultat PSL, tak większego zdziwienia nie wywołało poparcie dla SLD. Partia L. Millera powtórzyła wynik z maja i zebrała raptem 9% głosów. Porażka samorządowa jest tym bardziej bolesna, że najprawdopodobniej SLD nie będzie potrzebne PO-PSL do sformowania koalicji w żadnym z sejmików. Nie dziwi więc złość Millera, który w powyborczym wzmożeniu ramię w ramię z liderem PIS zaczął domagać się powtórzenia wyborów, sugerując liczne nieprawidłowości, które miały wypaczyć ostateczny wynik.

mandatyyy

Niewielka przewaga PO nad PIS w ogólnej liczbie mandatów przekłada się na gigantyczną dysproporcję, gdy chodzi o liczbę regionów, w których każda z partii będzie rządzić. PO uda się skonstruować koalicję z udziałem PSL w 15 województwach, podczas gdy teoretycznie zwycięski PIS przez brak zdolności koalicyjnej rządzić będzie tylko w 1 – w Podkarpackiem. W perspektywie również niespecjalnie udana II tura wyborów 30 listopada, w której kandydaci PIS raczej nie odniosą spektakularnych sukcesów w dużych miastach. Platforma – choć uzyskała najsłabszy od 2005 roku wynik procentowy na poziomie krajowym – utrzyma władzę na poziomie lokalnym, także dzięki świetnemu wynikowi koalicjanta.

województwa

Ogółem PO (26,4%) uzyskała o 4,5 pkt proc. gorszy wynik niż w wyborach samorządowych 2010 (30,9%). W tym czasie partia Kaczyńskiego poprawiła swoje notowania o 4 pkt proc. z 23% do prawie 27%. Jedynym regionem w którym PO poprawiła swój rezultat jest – dzięki sojuszowi z Rafałem Dutkiewiczem – woj. dolnośląskie. W pozostałych województwach PO zanotowała spadki – najbardziej dotkliwe w Podlaskiem, Zachodniopomorskiem i Lubuskiem (po ok. 9 pkt proc.).

Jakie wnioski możemy wyciągnąć z wyborów samorządowych w świetle przypadającej za rok elekcji parlamentarnej? PIS tylko minimalnie wygrał wybory, które z racji największej mobilizacji wyborców z terenów wiejskich czy tradycyjnie sprzyjających prawicy, powinien wygrać dużo bardziej zdecydowanie. W całym cyklu wyborczym 2014/15 to właśnie elekcja samorządowa dawała PIS szansę na uzyskanie najlepszego wyniku i pognębienie PO. Nic takiego się nie stało. Oznacza to że za rok w wyborach parlamentarnych, jeśli frekwencja w miastach nie będzie niższa niż zwykle, to PO ma szansę powalczyć o lepszy od PIS wynik. Niewątpliwie cały 2014 rok upłynął pod znakiem niezwykle wyrównanej rywalizacji obu partii o prymat na polskiej scenie politycznej. Kryzys na Ukrainie, a potem wybór Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej przeorały sondaże, w których od wiosny 2013 roku wyraźną, nawet 8-10 punktową przewagę miała partia Kaczyńskiego. W rezultacie notowania obu partii pozostawały przez cały rok do siebie zbliżone, co zaowcowało dwoma „remisami” podczas wyborów europejskich i samorządowych. Jednocześnie z uwagi na większą mobilizację miast w elekcji parlamentarnej, to PO ma obecnie nieznaczną przewagę w sondażach sejmowych. Potwierdza to pierwszy zrealizowany już po elekcji samorządowej sondaż Millward Brown, w którym PO o 3 punkty procentowe wyprzedza koalicję PIS-SP-PR (33 do 30%).

.

 


[29.X.2014]

Efekt TusKopacz


Na nieco ponad 2 tygodnie przed wyborami samorządowymi liderem rankingu partyjnego jest Platforma Obywatelska, która walczy o swoje ósme z rzędu zwycięstwo. Partii rządzącej depcze po piętach Prawo i Sprawiedliwość, które w sojuszu z Solidarną Polską i Polską Razem ma realną szansę przełamać złą passę i wygrać pierwsze od 2005 roku wybory.

W powszechnym oczekiwaniu awans Tuska na „prezydenta Europy” miał stać się przełomowym momentem w polskiej polityce. I rzeczywiście, już wrześniowe sondaże najważniejszych ośrodków badania opinii publicznej – TNS Polska, CBOS, GFK Polonia, Millward Brown i IRBIS (dawniej Homo Homini) – wykazały wyraźny wzrost poparcia dla partii rządzącej oraz odzyskanie przez PO koszulki lidera, co nazwano „efektem Tuska”. Październikowe pomiary preferencji partyjnych pozwalają na wyciągnięcie wniosku o względnej trwałości sondażowego skoku PO oraz przeradzaniu się „efektu Tuska” w „efekt Kopacz”.

Duża dynamika zmian w sympatiach partyjnych Polaków w 2014 roku wyraźnie odbiega od obserwowanej w 2013 stagnacji. Gdy w maju 2013 roku PIS przejęło po raz pierwszy od wyborów parlamentarnych prowadzenie w sondażach, zdołało utrzymać pozycję lidera aż do końca roku. Tymczasem w 2014 mieliśmy do czynienia już z trzema „zwrotami akcji” w sondażach. Wiosną na fali ukraińskiego kryzysu PO wyprzedziła PIS i wygrała majowe eurowybory. W czerwcu gwałtowną zmianę w sondażach wywołała „afera taśmowa”, która w letnich miesiącach wywindowała partię J. Kaczyńskiego w okolice 40% poparcia. I wreszcie, europejski awans Tuska oraz przejęcie steru rządów przez E. Kopacz pomogły partii rządzącej odzyskać zaufanie wyborców, co zaowocowało prowadzeniem PO we wrześniowej i październikowej średniej sondaży.

1

Wybór Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej zresetował sondaże PO i w rezultacie partia ta zanotowała w wielu ośrodkach demoskopijnych najlepsze od 2 lat rezultaty. Przeciętny, sondażowy wynik PO we wrześniu i październiku (prawie 38% zdecydowanych wyborców) jest najlepszy od listopada 2012 roku, gdy słupki partii rządzącej wystrzeliły w okolice 40% po legendarnej publikacji „Trotyl na wraku Tupolewa”.  Znaczenie zmiany na stanowisku premiera dla preferencji politycznych Polaków najlepiej prześledzić w ramach tzw. średniej kroczącej, a więc średniej pomiarów głównych ośrodków demoskopijnych (TNS/CBOS/GFK/IBRIS/MB) uaktualnianej każdorazowo po publikacji wyników nowego sondażu.

2

W przeciągu 2 ostatnich miesięcy PO poprawiła swój wynik aż o 8 punktów procentowych (z 30% do 38%) – w tym czasie koalicja PIS-SPZZ-PRJG straciła przeciętnie 2 punkty proc. poparcia (z 37% do 35%). Spadek prawicowej koalicji jest więc niewielki, co świadczy o silnej – największej od ostatnich wyborów parlamentarnych – bipolaryzacji elektoratów PO i PIS. Obie partie zagospodarowały we wrześniu i październiku niemal 3/4 Polaków, którzy byli w stanie określić, na kogo chcą oddać swój głos. Platforma umocniła się głównie kosztem partii lewicowych, zwłaszcza Twojego Ruchu, ale także… Nowej Prawicy. Partia Korwin-Mikkego okres swojej największej świetności ma już chyba za sobą i w październiku spadła tam, gdzie regularnie przebywała przez ostatnie lata; pod próg wyborczy.

3

Średnia 6 październikowych sondaży (4 badania telefoniczne i 2 pomiary face-to-face) wygenerowała łączną próbę ponad 6 tys. ankietowanych Polaków. Przeciętny odsetek wyborców niezdecydowanych wyniósł 13,4% – po jego wyeliminowaniu PO uzyskuje 37,5%, a PIS 35,2% głosów. Na podium znalazł się także SLD (11,1%), a do Sejmu weszłoby także PSL (7%). Pozostałe partie – w tym Nowa Prawica i Twój Ruch – nie przekroczyły progu wyborczego.

Średnia październikowych sondaży pozwala skonstruować dwie koalicje sejmowe: PO-SLD (247 posłów) lub PO-SLD-PSL (280). Podział mandatów przyniósł więc dużo istotniejsze zmiany niż same zmiany w słupkach partyjnych. Spadek Nowej Prawicy pod próg wyborczy uniemożliwia PIS skonstruowanie większościowej koalicji z PSL i KNP, co było przez ostatnie pół roku jednym z wariantów. Druga istotna nowość wynikająca z nowego rozdania politycznego to możliwość utworzenia rządu tylko przez PO-SLD: na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy nie zdarzyło się, by średnia sondaży dawała tym partiom szanse na sejmową większość bez udziału PSL.

Zauważmy że potencjalna koalicja PO-SLD-PSL (280 posłów) miałaby w tak ukształtowanym Sejmie większość do swobodnego odrzucania prezydenckiego weta (do czego potrzeba 3/5 głosów), jednak PIS nadal zachowałby możliwość blokowania działań trójkoalicji wymagających większości 2/3 głosów w Sejmie (zmiana konstytucji czy samorozwiązanie izby).

O ile wrześniowe sondaże miały bezpośredni związek z wyborem Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, o tyle październikowe pomiary odzwierciedlają już stosunek wyborców do przejmowania przez Ewę Kopacz steru rządów. Reakcje Polaków na pierwsze tygodnie rządów nowej premier wydają się dość pozytywne, czego potwierdzenie znajdujemy nie tylko w sondażach preferencji partyjnych, ale także w rankingu zaufania do polityków CBOS (drugie miejsce Kopacz) czy w ocenie pracy nowego gabinetu (CBOS/TNS/IBRIS/MB). Można więc powiedzieć, że Platforma po raz drugi w tym roku ma „farta” i poprawia swoje notowania tuż przed ogólnokrajowymi wyborami. Tak jak podczas eurowyborów, również 16 listopada PO ma szansę nieznacznie wyprzedzić PIS na poziomie sejmików wojewódzkich, a tym samym odnieść ósme z rzędu zwycięstwo. Stałoby się to po okresie długotrwałego prowadzenia PIS w sondażach – na przestrzeni ostatnich 18 miesięcy partia Kaczyńskiego była liderem rankingu partyjnego aż 14-krotnie, zaś Platforma tylko 4 miesiące.

/


[21.X.2014]

Związki partnerskie poparcie społeczne vs polityczne


W minionym tygodniu parlament Estonii uchwalił ustawę wprowadzającą związki partnerskie dla par hetero i homoseksualnych. Tym samym liczba krajów Unii Europejskiej, których prawodawstwo przewiduje możliwość zawarcia sankcjonowanego przez państwo związku dwóch osób tej samej płci wzrosła do 20. Środowiska liberalne i lewicowe w Polsce ponowiły żądania uchwalenia stosownej ustawy, a Twój Ruch i SLD złożyły w Sejmie już kilka miesięcy temu własne projekty. Sporym zaskoczeniem okazała się informacja, że pozostająca w orbicie wpływów partii rządzącej telewizja publiczna zdecydowała się na emisję spotów Kampanii Przeciw Homofobii promujących legalizację związków partnerskich. Również nowa premier Ewa Kopacz odniosła się w jednym ze swoich pierwszych wywiadów do kwestii związków, uznając że temat ten trzeba wreszcie „załatwić”. Jednocześnie większość komentatorów politycznych powątpiewa, czy Platforma zdecyduje się przeforsować w tej kadencji Sejmu własny, zarzucony projekt posła Artura Dunina. Wskazuje się w tym kontekście na trudności z uchwaleniem ustawy o in vitro, której Platforma – mimo groźby kar finansowych ze strony UE – nie jest w stanie przeforsować od 7 lat.

Czy jednak kwestia związków partnerskich cieszy się poparciem elektoratu Platformy i partia rządząca w ogóle powinna się tym zajmować? By móc odpowiedzieć na to pytanie musimy sięgnąć po badania opinii publicznej z zeszłego roku, bowiem po odrzuceniu przez Sejm projektów związków w 2013 roku nie przeprowadzono nowych pomiarów w tej materii.

Slajd1

W zrealizowanym w marcu 2013 metodą wywiadów bezpośrednich (face-to-face) sondażu TNS Polska za uznaniem przez państwo związków partnerskich par różnopłciowych opowiedziało się ponad 2/3 Polaków. Największe uznanie dla tego pomysłu zgłaszali wyborcy ówczesnego Ruchu Palikota (84%), ale również w elektoracie PO i SLD (po 74%) poparcie było większe niż pośród ogółu populacji. Najbardziej konserwatywni okazali się, co nie jest żadnym zaskoczeniem, sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, ale nawet w tym elektoracie zwolennicy legalizacji heteroseksualnych konkubinatów stanowili większość.

Z kolei pomysł wprowadzenia do polskiego prawodawstwa instytucji związków partnerskich dla par homoseksualnych cieszył się uznaniem mniej niż połowy Polaków (47%). Ale co najciekawsze, wyborcy partii rządzącej są w tej sprawie wyraźnie bardziej liberalni niż ogół społeczeństwa i wespół z sympatykami Palikota generują największe poparcie dla tego rozwiązania. Aż 61% zwolenników PO – niemal dwukrotnie więcej niż PIS – opowiada sią za legalizacją związków osób tej samej płci, co pokazuje fundamentalną różnicę między elektoratami dwóch największych centroprawicowych formacji.

Umieszczając więc elektoraty polskich partii na osi podziałów światopoglądowych przynajmniej w sprawie związków partnerskich wyborcy PO należą wraz z sympatykami TR i SLD do awangardy. Gdyby więc koalicje sejmowe w Polsce zawierane były według podobieństwa ideowego wyborców, naturalną większością rządową byłby sojusz PO-TR-SLD. Na drugim biegunie sporu o związki partnerskie plasują się sympatycy PIS oraz PSL.

Interesującym uzupełnieniem jest nieco wcześniejszy sondaż TNS Polska (6-10 grudnia 2012), w którym pracownia pytała o małżeństwa osób tej samej płci. Choć nie jest to obecnie przedmiot debaty publicznej w naszym kraju, wyniki pomiaru potwierdzają, że to sympatycy TR i PO cechują się największym liberalizmem światopoglądowym. 24% sympatyków Palikota i aż 21% elektoratu PO popiera już na obecnym etapie zalegalizowanie małżeństw jednopłciowych. Dużo mniejszym uznaniem postulat ten cieszy się wśród zwolenników SLD (13%) czy PIS (10%).

Slajd2

Reasumując, w wymiarze światopoglądowym przeciwstawne do siebie pozycje zajmują z jednej strony liberalne elektoraty TR, PO, SLD, a z drugiej strony konserwatywne PSL i PIS. Biorąc pod uwagę polskie uwarunkowania należy zauważyć, że wyborcy PO są bardziej liberalni w kwestii związków homoseksualnych od teoretycznie lewicowych sympatyków SLD. Politycy Platformy przejawiają więc w kwestii związków partnerskich dużo większą zachowawczość niż wyborcy tej partii. PO wraz z SLD i TR posiada w Sejmie matematyczną większość do uchwalenia dowolnego projektu (248 głosów), lecz obawa przed konfliktem z kilkunastoma posłami z konserwatywnego skrzydła PO skutecznie hamuje aktywność legislacyjną w tej materii.

//


[13.X.2014]

Bronisław Komorowski wygra w I turze?


Już za kilka miesięcy – wiosną 2015 roku – wybory prezydenckie. Tymczasem sondażownie nie rozpieszczają nas pomiarami sprawdzającymi preferencje Polaków przed tym głosowaniem. Na dobrą sprawę żaden z głównych ośrodków badania opinii publicznej nie prowadzi regularnych sondaży prezydenckich, co jest na tle minionych wyborów zastanawiające.

Przykładowo, przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku regularne, comiesięczne pomiary rozpoczęły się grubo ponad rok przed terminem głosowania, mimo że faworyt był od samego początku jeden. Również teraz za zdecydowanego lidera wyścigu do Pałacu Prezydenckiego uznaje się Bronisława Komorowskiego, choć na dobrą sprawę ciężko powiedzieć na jakiej podstawie formułowane są takie opinie – na pewno nie na podstawie sondaży prezydenckich, bo tych po prostu jeszcze nie ma. Z dostępnych narzędzi, które umożliwią nam oszacowanie sytuacji Komorowskiego na kilka miesięcy przed elekcją, najlepsze wydają się raporty zaufania do polityków i oceny pracy głowy państwa według CBOS – głównie dlatego, że umożliwiają porównanie sytuacji obecnej głowy państwa z poprzednikami: Aleksandrem Kwaśniewskim w 2000 i Lechem Kaczyńskim w 2005 roku. Żaden inny ośrodek demoskopijny nie badał z taką regularnością popularności urzędujących prezydentów, oparcie się na CBOS jest więc w pewnym sensie przymusem.

Celem określenia szans Bronisława Komorowskiego na ponowny wybór, sprawdźmy jakie było zaufanie i ocena jej pracy poprzedników obecnego prezydenta na 9-10 miesięcy przed głosowaniem, w których polityk ubiegał się (Kwaśniewski) lub miał się ubiegać o reelekcję (Kaczyński).

prezydenci

Okazuje się, że snute przez ekspertów wizje tylko jednej tury prezydenckiej w 2015 mają całkiem solidne podstawy. Komorowski zdecydowanie kroczy sondażową ścieżką Kwaśniewskiego, a jego notowania są niekiedy nawet lepsze niż byłego polityka SLD, który w 2005 roku zdobył w I turze poparcie 54% Polaków. Podobieństwo Kwaśniewski-Komorowski staje się jeszcze bardziej wyraźne, gdy wspomnianą dwójkę zestawimy z Lechem Kaczyńskim. Na początku 2005 roku zmarłemu tragicznie prezydentowi ufało o połowę mniej Polaków niż Kwaśniewskiemu i Komorowskiemu. Z kolei oceny pracy Kaczyńskiego (30% pozytywnych) wypadają wprost fatalnie przy 73-74% dobrych ocen obecnej głowy państwa i poprzednika z SLD.

Zatem mimo że nie dysponujemy aktualnymi pomiarami badającymi poparcie dla kandydatów w prezydenckim wyścigu (głównie z powodu braku jednoznacznych kandydatów opozycji), można na tę chwilę stwierdzić, że Komorowski jest zdecydowanym faworytem przyszłorocznych wyborów i ma spore szanse zakończyć je już na pierwszej turze. Komorowskiemu udała się sztuka, za którą podziwiano dotąd tylko Kwaśniewskiego: wkupienia w łaski tradycyjnych, katolicko-narodowych wyborców. Poparcie dla obecnego szefa państwa deklaruje całkiem pokaźny odsetek sympatyków PIS, Solidarnej Polski czy Polski Razem. Pamiętać oczywiście musimy, że inauguracja kampanii prezydenckiej dopiero przed nami, a wyłonienie silnych kandydatów PIS czy SLD może zmienić słupki poparcia. Niezależnie od tego nikt nie wątpi, że prawdziwą stawką wyborów 2015 roku jest dla Komorowskiego zwycięstwo już w pierwszej turze. W jego wygraną w drugiej turze nikt chyba nie wątpi.

/


[2.X.2014]

„Efekt Tuska”


Wakacyjne miesiące po „aferze taśmowej” pozwoliły PIS ugruntować pozycję partii cieszącej się największym poparciem Polaków, ale wzrost notowań PO na fali wyboru Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej może skutecznie pokrzyżować partii Kaczyńskiego plany zwycięstwa w samorządach. We wrześniu prowadzenie w sondażach znów objęła Platforma Obywatelska.

Rok 2014 przyniósł trzy wyraźne „zwroty akcji”, które przyniosły zmianę lidera w rankingach: kryzys na Ukrainie, aferę taśmową i wybór Tuska na szefa Rady Europejskiej. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej oczekiwali, że awans byłego polskiego premiera na „króla Europy”, jak nazwał go jeden z tabloidów, pomoże Platformie odrobić straty do Prawa i Sprawiedliwości, a być może nawet wysunąć się na pierwsze miejsce w rankingu partyjnym. I rzeczywiście, średnia wrześniowych sondaży najważniejszych ośrodków badania opinii publicznej – TNS Polska, CBOS, GFK Polonia, Millward Brown i IRBIS (dawniej Homo Homini) – pokazuje wyraźny wzrost poparcia dla PO, co ochrzczono mianem „efektu Tuska”.

1

Prawo i Sprawiedliwość zajmowało pierwsze miejsce w rankingu partyjnym od maja 2013 roku aż do marca 2014, a więc nieprzerwanie przez 10 miesięcy. Dopiero dramatyczne wydarzenia na Ukrainie – zajęcie przez Rosję Krymu, a co za tym idzie aktywność polskiego rządu i dyplomacji znacząco poprawiły notowania PO i w kwietniu po niemal roku partia Tuska znów wyprzedziła PIS w miesięcznej średniej sondaży. Szczęśliwie dla PO poprawa notowań przeciągnęła się także na maj i przeciętne poparcie dla partii tuż przed eurowyborami  (25 maja) zwiastowało minimalną, bo wynoszącą 0,2 punktu proc. wygraną Platformy (PO 32,7%, PIS 32,5%). Średnia sondaży świetnie przewidziała wynik głosowania: wygrała PO (32,1%), a jej przewaga nad PIS (31,8%) wyniosła 0,3 punktu proc.

Tuż po wyborach europejskich sceną polityczną w Polsce wstrząsnęła „afera taśmowa”, której skutki partia rządząca dość boleśnie odczuła w sondażach. Przeciętne poparcie dla partii w sierpniu – tuż przed wyborem Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej – zapowiadało łatwy marsz PIS po wygraną w wyborach samorządowych: PIS 37%, PO 31%. Awans polskiego premiera zresetował jednak sondaże i we wrześniu Platforma nie tylko wyprzedziła nieznacznie PIS, ale i zanotowała najlepszy od 22 miesięcy wynik – 37%. Przeciętny wynik PO jest najlepszy od listopada 2012 roku, gdy słupki partii rządzącej wystrzeliły po legendarnej publikacji „Trotyl na wraku Tupolewa”.  Obecne 37% dla PO oznacza, że jesienny „efekt Tuska” jest silniejszy niż wiosenny „efekt Ukrainy”, na bazie którego PO urosła w sondażach do ok. 34% i wygrała eurowybory. Wyjątkowo wyraźnie widać wpływ szczytu europejskiego na sondaże w tzw. średniej kroczączej czyli aktualizowanej po każdej publikacji nowego sondażu we wrześniu. W ciągu miesiąca od decyzji o awanie Tuska poparcie dla PO wzrosło przeciętnie o 6 punktów procentowych, minimalnie osłabły notowania PIS (-1,5 pkt proc.).

3

Zwróćmy też uwagę na polaryzację potencjalnych wyborców wokół PO-PIS – największą od wyborów parlamentarnych w 2011 roku! Dwie największe partie we wrześniu cieszyły się poparciem łącznie elektoratu (PO 37%, PIS 36%), podczas gdy w całym okresie 2012-2014 odsetek ten oscylował w sondażach między 60 a 70% (a w majowych eurowyborach POPIS zebrał 64% głosów). We wrześniu zresztą tylko partie Kaczyńskiego i Kopacz notowały dwucyfrowe poparcie – wyniki pozostałych partii zamknęły się poniżej 10% głosów. Na „efekcie Tuska” wyraźnie stracił SLD (9,5%) i Twój Ruch (2,5%). Lewicowe partie cieszą się obecnie sympatią 12% ankietowanych Polaków – w wyborach 2011 było to 18%. Również Nowa Prawica swoje najlepsze sondaże ma już chyba za sobą i krąży wokół 6% elektoratu. Tradycyjnie stabilne poparcie odnotowuje PSL.

2

Jeśli średnią wrześniowych sondaży przełożyć na mandaty sejmowe, to okazuje się że możliwe są dwie koalicje: PO-SLD-PSL (256 posłów) oraz PIS-PSL-KNP (232 posłów). Realnym wariantem byłaby też koalicja PO-SLD (227 mandatów), jeśli obie partie uzyskałyby minimalnie lepsze rezultaty od sondażowych. Jest to istotna nowość w partyjnej układance, bowiem na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy nie zdarzyło się, by PO i SLD zbliżyły się do większości dającej im możliwość sformowania koalicji bez udziału PSL.

Na koniec ważna uwaga: większość sondaży, które uwzględniłem w obliczanej średniej, zrealizowano w pierwszej połowie września, a więc ma bezpośredni związek z wyborem Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej i nie odzwierciedla jeszcze stosunku wyborców do przejmowania przez Ewę Kopacz steru rządów. Reakcje na proces formowania nowego gabinetu i wygłoszone właśnie expose pokażą dopiero nadchodzące, październikowe pomiary preferencji partyjnych.

[]

[]


 [7.IX.2014]

Sondaże u progu nowego sezonu politycznego


Letnie miesiące pozwoliły PIS ugruntować pozycję partii cieszącej się największym poparciem Polaków, ale awans Tuska do Brukseli może skutecznie pokrzyżować partii Kaczyńskiego plany zwycięstwa w jesiennych wyborach samorządowych.

Rok 2014 przyniósł dwa wyraźne zwroty akcji, które zaowocowały zmianą sondażowego lidera: kryzys na Ukrainie i aferę taśmową. Wiele wskazuje na to, że we wrześniu będziemy mieć do czynienia z trzecim punktem zwrotnym po wyborze polskiego premiera na szefa Rady Europejskiej. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej oczekują, że awans Tuska na „króla Europy”, jak nazwał go jeden z tabloidów, pomoże Platformie odrobić straty do Prawa i Sprawiedliwości, a być może nawet wysunąć się na pierwsze miejsce w rankingu partyjnym. I rzeczywiście, zrealizowane już po sobotnim szczycie UE badania opinii publicznej – Homo Homini dla „Super Expressu” oraz Millward Brown dla TVN24 – pokazują wzrost poparcia dla partii rządzącej odpowiednio o 3 i 5 punktów procentowych. W sondażu Millward Brown dwie największe partie niemal remisują (PIS 32%, PO 31%) i to mimo tego, że pytano w nim o poparcie dla wspólnej listy PIS-SPZZ-PRJG.

Jaki jest zatem punkt wyjścia do drugiego po Ukranie sondażowego odbicia PO?

średniasondazy

Prawo i Sprawiedliwość zajmowało pierwsze miejsce w rankingu partyjnym od maja 2013 roku aż do marca 2014, a więc nieprzerwanie przez 10 miesięcy. Dopiero dramatyczne wydarzenia na Ukrainie – zajęcie przez Rosję Krymu w marcu, a co za tym idzie aktywność polskiego rządu i dyplomacji znacząco poprawiły notowania PO i w kwietniu po niemal roku partia Tuska znów wyprzedziła PIS w miesięcznej średniej sondaży najważniejszych ośrodków badania opinii. Szczęśliwie dla PO poprawa notowań przeciągnęła się także na maj i przeciętne poparcie dla partii tuż przed elekcją do Parlamentu Europejskiego (25 maja) zwiastowało minimalną wygraną Platformy (0,2 pkt proc.: PO 32,7%, PIS 32,5%). I rzeczywiście, wybory europejskie wygrała PO (32,1%) różnicą 25 tys. głosów, a więc jej przewaga nad PIS (31,8%) wyniosła 0,3 pkt proc. Zauważmy że po raz kolejny obliczana przez mnie arytmetyczna średnia idealnie przewidziała wynik głosowania, mimo że część komentatorów krytykuje taki sposób szacowania poparcia społecznego dla partii.

tabela

Niedługo po eurowyborach sceną polityczną wstrząsnęła jednak „afera taśmowa” i w rezultacie czerwiec przyniósł załamanie słupków Platformy. Po publikacji podsłuchów przez tygodnik „Wprost” liderem sondaży znów zostało PIS, a różnica między dwiema głównymi partiami wróciła do tej sprzed kryzysu ukraińskiego.

Lipiec to zwieńczenie procesu zjednoczenia prawicy, jak nazwano umowę o wspólnym starcie w wyborach PIS-SPZZ-PRJG. W rezultacie słupki PIS podskoczyły przeciętnie do 38%, a w kilku sondażach partia Kaczyńskiego zdobyła nawet 42-43% (o ironio, o przerażającej podobno perspektywie zdobycia przez PIS 43% głosów rozmawiali na ujawnionych przez „Wprost” taśmach politycy PO). Przewaga PIS nad PO sięgnęła w lipcu aż 8 pkt proc. i była największa w całym 2014 roku. W sierpniu zauważalne było już słabnięcie „efektu taśm” i niewielka poprawa notowań PO przy jednoczesnym nieznacznym słabnięciu PIS. Tuż przed wyborem Tuska na „prezydenta Europy” średnia sondaży pokazywała zatem 6,5 pkt proc. przewagi PIS (37,2%) nad PO (30,7%) i to te „cyferki” będziemy przyjmować za punkt wyjścia przy analizie spodziewanego „efektu Tuska”.

Na marginesie boju PO-PIS odnotujmy także pewne zawirowania wśród mniejszych partii. Po kiepskim wyniku w eurowyborach SLD wzmocnił się w sondażach i w sierpniu mógł liczyć na ponad 12% głosów. Główny rywal Sojuszu na lewicy – Twój Ruch – przeżywa prawdziwe załamanie notowań, które oscylują wokół 2-3%. Jak się wydaje nadchodzące wybory samorządowe, trudne zwłaszcza dla mniejszych ugrupowań, nie pozwolą TR na poprawę sondaży i powrót nad próg wyborczy.

Wyraźną zadyszkę przeżywa obecnie partia J. Korwin-Mikkego, która po najlepszym w swoim historii wyniku (8% w lipcu) spadła w sierpniu do 6%, po części zapewne wskutek afery z pobiciem Michała Boniego przez lidera tej egzotycznej formacji. Również ostatni ranking zaufania do polityków CBOS przyniósł optymistyczne dane: Korwin jest już wiceliderem w kategorii polityków budzących nieufność Polaków i w 3 miesiące od eurowyborów osiągnął to, na co Palikot pracował całe 3 lata. Gratuluję i pozdrawiam z tego miejsca wszystkich gimnazjalistów – powodzenia w nowym roku szkolnym

Reasumując, w 2014 roku notowania PIS zamykały się w przedziale 32-38% głosów, zaś PO 29- 34%. Zauważmy więc, że to „widełki” PIS dają tej partii szanse na uzyskanie dobrego wyniku wyborczego, zwłaszcza po wchłonięciu partii Ziobry i Gowina. Najlepszy wynik Platformy w tym roku (kwiecień – 34%) jest niewiele tylko wyższy od najgorszego rezultatu PIS (32%) w obecnym roku. Jednocześnie szczęście sprzyjało dotąd raczej Platformie, która na skutek nieszczęśliwych wydarzeń na Ukrainie wygrała eurowybory. PIS w momencie głosowania do Parlamentu Europejskiego miał swoje najsłabsze sondaże w całym 2014 roku (32%) i podobny wynik otrzymał podczas głosowania powszechnego (31,8%).

Pytanie, jak dymisja Tuska i jego przeprowadzka do Brukseli wpłynie na sondaże w nadchodzących miesiącach, pozostaje otwarte. Wydaje się że we wrześniu prawdopodobny jest remis PO-PIS, choć trudno może być partii rządzącej przedłużyć „efekt Tuska” aż do wyborów samorządowych w listopadzie. Cykl newsowy uległ przyspieszeniu i już wkrótce media zajmą się obsadą stanowisk w nowym rządzie i pierwszymi problemami, z którymi przyjdzie mu się zderzyć. Jeśli jednak Tusk intensywnie zaangażuje się w kampanię samorządową i na fali „prezydenta Europy” uda się Platformie zmobilizować swoich „miękkich” wyborców, PIS spotka pech już po raz drugi w tym roku. Okazałoby się wówczas, że PIS na skutek wydarzeń międzynarodowych, które zmieniają bieg spraw krajowych (Ukraina + wybory szefa Rady Europejskiej), ma problemy z przełożeniem wielomiesięcznego, sondażowego poparcia na rzeczywiste głosy wyborcze i zaliczy ósmą w ciągu 8 lat porażkę.

/

Zobacz innych autorów  >>>

/

/