zdjecie_blog_5
dr Wojciech Jabłoński
Ekspert w dziedzinie
public relations i komunikacji
politycznej
Uniwersytet Warszawski

.

[15.V.2015]

Chcecie bajki? Oto bajka.

A może chcecie małego szkolenia? Zatem – „jedziemy!”, jak przytomnie powiedział dziś w TV wasz kandydat na prezydenta RP. Na początek trochę obcego słownictwa, ale krótko, obiecuję: heckler (rzecz. ang.) – zawadiaka, „harcownik” to heckle (czas. ang.) – przeszkadzać, wywoływać zamieszanie Teraz trochę historii. Tzw. hecklers (podpowiedź: to liczba mnoga ww. rzeczownika) są stałym elementem nowoczesnych kampanii politycznych. Wiadomo, kandydat chce wypromować swoją osobę, jaki to on „ludzki”, jak pochyla się nad troskami przeciętnego wyborcy, jak – dba. O wizerunek. O sukces swój. Prawdziwy lub – wydumany li tylko. No to konkurencyjny sztab podsyła mu na tego typu „ustawki” (znów – rzecz w praktyce marketingu politycznego przecież obowiązkowa! Tylko trzeba to robić dobrze…) właśnie owych „harcowników”, coby mu (kandydatowi wrażemu) taką „ustawkę” rozwalali, psuli – prowokując, przedrzeźniając, doprowadzając do białej (czerwonej?) gorączki. I to jest normalne.

Podobnie robi kandydat „ustawkowy”, dbając, by w jego Potiomkinowskiej wiosce (znowu ta historia, ale już przestaję przynudzać!) znaleźli się obywatele zadowoleni, uśmiechnięci, chwalący danego polityka ostro na wyrost. I to jest – powtórzmy – NORMALNE. Profesjonalne to jest nawet. Wracamy do „dnia dzisiejszego” – jak rzekłby roztropnie wasz kandydat. Otóż dziś (właściwie to wczoraj) zrobiliście konferencję prasową, na której skarżycie się na – prawdziwych lub domniemanych – hecklers konkurenta, którzy „brutalnie i podstępnie” zakłócili wam najkrótszy warszawski maraton pod kryptonimem: „Prezydent kocha swoich obywateli, a jeszcze bardziej ich głosy”. Moja skromna rada: nie stawiajcie się w roli ofiar, bo tę przegraną kampanię już przerżnęliście kilka razy, a któż lubi filmy z marnym scenariuszem, za to z kilkoma takimi samymi zakończeniami?… Jak powiedziałem, te notatki są dla was. Za darmo. Jak aspiryna dla chorego na raka. Ale umierajcie (politycznie) z godnością. To przecież też nic nie kosztuje.

.

Zobacz inne artykuły >>>

.

2 Responses to “„… A u was biją murzynów!” Darmowe korepetycje dla „sztabu” Komorowskiego”




  1. Józef Skrobosz

    OK, Doktorze Jabłoński, nie kopmy już leżących. Upadek Komorowskiego&Co. przewidział Pan znakomicie. Teraz czas na cios łaski, cios MIŁOSIERDZIA (coup de grâce – oni wprawdzie nie znają francuskiego, choć teraz tak dużo francuskiej miłości oferują Kukiuzom i Olkom…). Albo jakiś polityczny cyjanek, bo oni są bardzo wrażliwi. Zwłaszcza, kiedy przegrywają… :)))))))

  2. Mirosław Wacławik

    Celny tytuł dobrego felietonu! Zanudźmy jeszcze jednak odrobiną historii otoczenie Komorowskiego (ponoć nauki tej magistra). Stwierdzenie o biciu „Afroamerykanów” – jakkolwiek stanowiące „uniwersalny” sofizmat używany przez propagandę ZSRR – przypisywane jest Chruszczowowi, który miał go użyć podczas wizyty u Eisenhowera w USA w końcu lat 50. XX w. „Nie mamy bananów, ale u was biją murzynów!!!” – ryknąć miał wtedy pierwszy sekretarz KC KPZR (wg innej wersji: „Robotników amerykańskich stać wprawdzie na zakup własnego auta ale – u was biją murzynów!!!”). Fakt, iż system radziecki dusił ludzi na maksa, nie miał tu znaczenia. Podobnie dzisiaj – dowiadujemy się, że mamy „prezydenta naszej wolności”, a tymczasem brata się on z „magistrem” Kwaśniewskim – byłym aparatczykiem PZPR, z którym pan Bronisław podobno kiedyś nawet walczył… Bujać to nie nas. Ale, panie doktorze, ma pan rację również w tym, co celnie ujął jeden z bohaterów wyjątkowo profetycznych w świetle dzisiejszej sytuacji politycznej – „Psów” Pasikowskiego: „Niech się uczy, bambus [tu bez obrazy; to tylko filmowy tekst…], języków niech się uczy!!!…” Dziękuję i pozdrawiam.